11/20/2016

V. W stronę ciemności

„Nie wolno się bać, strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic .Jestem tylko ja.” Frank Herbert — Diuna
~*~
Sakura


Zmęczona ciągłym biegiem, przetarłam spocone czoło. Ukradkiem obserwowałam pędzącego obok mnie Sasuke, który nawet nie zwracał uwagi na mój wzrok. Od kiedy wyruszyliśmy na misję, nikt nie odezwał się ani słowem. Kakashi prowadził, a tyły obstawiał Sai. Powoli zaczęłam się irytować tą całą sytuacją. Niegdyś na misje chodziliśmy wspólnie z Naruto, gdy to drużyna siódma istniała jeszcze w całości. Brakowało mi tego pomarańczowego dresu i roześmianej gęby. Niestety czas nieubłaganie leciał, dorośliśmy, a Uzumaki objął teraz główny stołek w wiosce. Bez niego to już nie to samo.
Odetchnęłam, czując pewną monotonię biegu. Drzewa zlewały mi się ze sobą, w tym tempie nie widziałam tylu szczegółów. Wyszłam z wprawy, dawno nie byłam na misji. Od czasu do czasu trenowałam, aby do końca się nie zapuścić i nie wyjść z formy. Trochę ucierpiała na tym moja kondycja. Po za tym bez dawki alkoholu wariowałam.
Wykorzystałam ten czas milczenia na przemyślenia. Potrzebowałam ułożyć sobie wszystko w głowie: mój powrót, misję i... Sasuke. Nie powiem, że byłam z siebie dumna, bo tak nie jest. Pijana wylądowałam w mieszkaniu Uchihy, robiąc mu awanturę. Dawno nie czułam takiego wstydu. Jednocześnie nie potrafiłam go przeprosić przez tę jego całą gburowatość. Nie mogłam znieść towarzystwa bruneta, tak bardzo mnie irytował. Paradoksalne, bo ja na niego od zawsze tak oddziaływałam.
Spojrzałam ponownie w stronę Sasuke i zobaczyłam czarny wzrok wbity we mnie. Momentalnie się speszyłam. Nie wiedziałam czego Uchiha oczekiwał, a tym bardziej nigdy nie zdołałam odkryć jego myśli. Był człowiekiem zbyt zamkniętym w sobie, dla mnie nieosiągalnym. Walczyliśmy na spojrzenia przez kilka dobrych sekund, następnie Sasuke odwrócił głowę w innym kierunku. Zmarszczyłam czoło, próbując skupić się na drodze.
Ostatnio wszystko działo się w tak szybkim tempie, że aż nie nadążałam. Wróciłam na stare śmieci, w dodatku pozwoliłam sobie na chwilę słabości przy Uzumakim i tak po prostu uległam jego propozycji. Ale cieszyłam się, bo to Naruto tyle zawdzięczałam. Byłam szczęśliwa, ponieważ przyjął mnie z otwartymi ramionami — uśmiechnięty oraz beztroski. Mój przyjaciel. Nie zdawałam sobie nawet sprawy jak bardzo za nim tęskniłam. Uczucia upychałam na samym dnie mojego serca, aby o nich nie pamiętać. Nie chciałam ponownie zostać zraniona przez ludzi, na których mi zależało. Zachowałam się niczym tchórz, uciekając przed samą sobą.
W lesie było coraz ciemniej, a ja z każdą chwilą stawałam się mniej skoncentrowana na biegu. Nie wyszło mi to na dobre. Gdy stanęłam na śliskiej gałęzi, straciłam równowagę, noga omsknęła się z drewna i z zawrotną siłą runęłam w dół. Z mojej krtani wydobył się krzyk zdziwienia oraz zdezorientowania.
Jednak w porę zostałam złapana.
— Sakura! — warknął, patrząc na mnie nieprzychylnym okiem. — Co ty sobie wyobrażasz?
Przestałam na chwilę oddychać.
Wpatrywałam się prosto w czarne tęczówki; zdałam sobie sprawę, że wylądowałam w ramionach Sasuke. Moim ciałem wstrząsnął niepohamowany prąd, a plecy zalały się gęsią skórką. Nie potrafiłam odpowiedzieć na jego pytanie. Jako wyszkolony ninja pozwoliłam sobie na karygodny błąd, dziecinny wręcz. Nie dziwiłam się, że Uchiha aż tak się zdenerwował. Taka sytuacja w ogólnie nie powinna mieć miejsca.
— Nie wiem — odparłam skołowana.
Usłyszałam westchnięcie, po czym odezwał się barytowy ton głosu:
— Zróbmy postój — postanowił Kakashi, zabierając mnie z rąk Sasuke i stawiając na ziemi. — Dobrze się czujesz, Sakura? Jadłaś coś?
— Tak, wszystko w porządku. Muszę na chwilę odpocząć — wymamrotałam, ocierając spocone czoło. Ten dzień nie zapowiadał się najlepiej.
— Mamy półgodziny przerwy — orzekł Hatake, następnie zerknął na mnie niepewnie — A ty odpocznij.
Skinęłam głową w odpowiedzi i usadowiłam się pod najbliższym drzewem. Wciągnęłam dużą dawkę powietrza do płuc. Nie wiedziałam, co się ze mną działo. To absurdalne, że tak łatwo straciłam równowagę. Moja kondycja chyba nie była jednak w najlepszym stanie.
Spojrzałam w górę i zobaczyłam Sasuke stojącego nade mną. Usta zwęził w wąską linię, a ciemne oczy posyłały mi ostrzegawcze spojrzenie. Nie odzywał się, tylko gromił mnie wzrokiem. Kompletnie nie potrafiłam rozszyfrować tego faceta. Był dla mnie jedną, wielką niewiadomą. Jednak w tym momencie postanowił mi uchylić rąbka tajemnicy.
— Jesteś pokraką. — Usłyszałam tuż nad sobą. Momentalnie uniosłam ponownie wzrok do góry, następnie szybko odskoczyłam. Sasuke pochylał się, mając usta przy mojej twarzy. Widocznie dokuczanie mi przynosiło mu satysfakcję, gdyż po moim automatycznym odruchu uniósł kąciki warg.
— Spieprzaj — fuknęłam lekko zdezorientowana.
— Najchętniej bym cię tutaj zostawił, ale Kakashi się nie zgodził — powiedział, siadając tuż obok. Przez jego bliskość, poczułam zapach mężczyzny.
Sasuke nie był już chłopcem, którego pamiętałam za czasów drużyny siódmej, jak i później — na wojnie. Bardzo zmienił się z wyglądu, jego włosy dawno nie zostały przez kogoś przycięte, przez co opadały mu na oczy. Rysy twarzy wyostrzyły się, postura stała się bardziej umięśniona. Dłonie pokrywały liczne szramy i obtarcia, które pozostały po licznych walkach. Jedynie te czarne tęczówki były takie same jak kiedyś. I ten samotny tryb życia.
Przewróciłam oczami. Dodatkowo Sasuke stał się kompletnym bucem, bardziej aroganckim oraz mówił coraz więcej. Aż nie potrafiłam w to uwierzyć.
— Jak to się stało, że zaczęłaś pić? — zapytał niemal szeptem, a jego głos na chwilę zadrżał. Czyżby wielki Uchiha bał się wypowiedzieć to pytanie? Zmarszczyłam brwi, nie mogąc odgadnąć intencji mężczyzny.
— Tak wyszło. — Wzruszyłam ramionami. Nie był odpowiednią osobą do słuchania takich zwierzeń. To były moje ukryte grzeszki, o których nawet ja sama chciałam zapomnieć.
— Irytująca — zarzucił tylko pod nosem. Na mnie to już nie robiło wrażenia. Po prostu zignorowałam jego obecność i zaczerpnęłam świeżej dawki powietrza do płuc. Nieco się przez to orzeźwiłam. Pomogło mi to stanąć na równe nogi oraz dzięki temu zniknął stan otępienia.
Kakashi skinął na nas głową, poczłapałam w jego stronę. Za mną ruszył Sasuke. Stanęliśmy obok siebie naprzeciwko senseia i Saia. Hatake zabrał głos, patrząc na mnie:
— Powinniśmy się tutaj rozdzielić. Jak wiecie, my musimy udać się do Suny, natomiast Ty i Sasuke macie iść do Kumy. Mam nadzieję, że dacie sobie radę we dwójkę. — Spojrzał na nas podejrzliwie, zapewne łudził się, że po drodze się nawzajem nie wyrżniemy. — Bądźcie ostrożni.
— Będziemy — zapewnił Uchiha.
Zaczęła mnie przerażać myśl, że zostanę z nim sam na sam. Nie chciałam tego. Nie wiadomo ile potrwałaby ta misja, więc jest możliwość spędzenia sporo czasu razem. Tylko ja i on... Cholera! Miałam teraz ogromną ochotę wstąpić do jakiegoś pubu, jakiegokolwiek, byleby się napić.
— Trzymajcie się — powiedział Sai. — Do zobaczenia — dodał równocześnie z Kakashim.
— Do zobaczenia — zdążyłam jedynie cicho wydukać, a oni już zniknęli. Poczułam chwilową pustkę, nie wiedziałam przez kilka sekund, co z sobą poczynić.
Nagle usłyszałam:
— Idziesz czy będziesz stać jak ta kwoka?
Moja brew automatycznie zaczęła drgać z irytacji. Ten gość działał mi na nerwy samym swoim jestestwem. Najgorsze było to, że musieliśmy oddychać tym samym powietrzem, w dodatku nie miałam innego wyjścia, jak przebywać w jego towarzystwie.
Zirytowana wskoczyłam na drzewo i podążyłam za Sasuke, nie odpowiadając na jego zaczepkę. Zilustrował mnie tylko ciemnym spojrzeniem; na moje szczęście już się nie odezwał.
Przez długi czas naszej podróży nikt nie wypowiedział ani słowa. Pędziliśmy w milczeniu. Może to i dobrze, przynajmniej nie dogryzaliśmy sobie nawzajem. Przydatna była dla mnie ta chwila. Upajałam się nią, koiła moje zmysły, dzięki temu skupiłam się na drodze. Myśli stały się bezkresne, nie krążyły wokół innych spraw.
Już dawno zapanował zmrok, przez co widoczność się ograniczyła. Przez moją wcześniejszą gapowatość, starałam się być bardziej ostrożna. Sasuke co chwilę zerkał na mnie i rzucał ostrzegawcze spojrzenia. Chciał mieć mnie cały czas pod kontrolą, abym nie wywinęła żadnego numeru. Nie miałam zamiaru sprawiać mu problemów, zwłaszcza, że zbliżał się czas postoju. Musieliśmy odpocząć i przespać się chociaż parę godzin.
W końcu Uchiha zarządził przerwę, następnie zeskoczył z drzewa. Podążyłam za nim, lądując zgrabnie na dwóch nogach.
— I co teraz? — zapytałam, rozglądając się wokół. Oczywiście dzięki nikłemu światłu księżyca dojrzałam tylko zarys pobliskich drzew.
— Spotkamy się tutaj za piętnaście minut. Ja pójdę po drewno, a ty skieruj się na północ, około pięciu minut drogi stąd, gdzieś na wschód, znajduje się strumyk. Uzupełnisz nasz zapas wody — rzekł obojętnie. — Tylko się nie zgub. I bądź czujna — powiedział przyciszonym głosem. — Kojarzę tę trasę — dodał pospiesznie, widząc moją zdziwioną minę.
Skinęłam głową w odpowiedzi i podreptałam wolno w wyznaczonym kierunku. Poczułam chłód powietrza. Podczas biegu nie dawał mi się w znaki, dlatego w tym momencie aż zadrżałam. Tak jak mówił Sasuke, po kilku minutach przechadzki znalazłam potok, z którego nalałam wody do bukłaków, następnie wrzuciłam tam kilka tabletek na uzdatnienie cieczy do picia. Pochyliłam się bardziej nad taflą, gdzie dojrzałam słabe, ciemne odbicie swojej twarzy. Przejechałam palcem po powierzchni strumienia, wywołując zniekształcenie zwierciadła. Szybkim ruchem ręki odświeżyłam buzię zimną wodą. Potrzebowałam chwilowego ocucenia. Sprawnie się pozbierałam, aby wrócić z powrotem.
W drodze powrotnej towarzyszył mi szelest liści i gruchanie kilku ptaków. Napawałam się tą nocną atmosferą, która wprowadzała mnie w pewien trans. Chciałam chociaż na chwilę odpłynąć, poczuć się swobodnie. Coraz bardziej pojmowałam, że potrzebowałam jakiegoś zapłonu, małej iskierki, by zmienić swoje dotychczasowe życie. Wiedziałam, że mój nałóg nie prowadził do niczego dobrego, ale nie potrafiłam sobie z nim poradzić. Miałam nadzieję, że powrót do wioski oraz ponowny udział w misjach postawią mnie na nogi.
Kiedy dotarłam na wyznaczone miejsce, dojrzałam światło i siedzącego Sasuke przy ognisku. Widocznie nie tylko mnie udzielił się ten wyjątkowy nastrój, gdyż Uchiha siedział jak zahipnotyzowany. Mogłabym nawet stwierdzić, że nie zauważył mojej obecności, ale wiedziałam, iż było inaczej. W końcu to jeden z najlepiej wyszkolonych shinobi. Co jak co, ale pochodził z potężnego klanu, a jego oczy widziały o wiele więcej niż mi się wydawało.
Po chwili rzucił mi przelotne spojrzenie, a ja usiadłam naprzeciwko niego.
— Czy to rozsądne rozpalać ogień? — zadałam pytanie lekko drżącym głosem. Nie wiedziałam, czy to to przez chłód panujący na dworze się wzdrygnęłam, czy przez jego zimny wzrok, który zawiesił na mnie, kiedy mówiłam.
— Noce są chłodne, więc nie miałem innego wyjścia. — Westchnął zrezygnowany. — Po za tym ustawiłem kilka prostych pułapek. W razie czego, gdyby pojawił się jakiś nieproszony gość. Ale mimo to nadal musimy zachować czujność.
Zamilkłam, gdyż odpowiedź w tym momencie była zbędna. Całkowicie się z nim zgadzałam. Chociaż w tej kwestii myśleliśmy podobnie. Sama odczułam zimny powiew wiatru, dlatego wyciągnęłam z plecaka narzutę, którą zarzuciłam na ramiona. Po chwili zaczęłam odczuwać także ciepło bijące od ogniska. Potarłam dłonie o siebie i uniosłam wzrok, nieświadomie odwzajemniając spojrzenie Sasuke.
W tym momencie zostałam zniewolona przez tę czerń, od której odbijała się poświata pochodząca od płomieni. Uchiha zmarszczył brwi, gdy zorientował się, że na niego patrzyłam. Wzruszyłam ramionami, następnie wzięłam kilka łyków wody oraz otarłam usta. Musiałam się czymś zająć, byleby tylko nie zerkać w jego stronę, choć mój wzrok i tak powracał na Sasuke. Czasami miałam wrażenie, że nie wyrosłam z tych uczuć, którymi niegdyś go darzyłam. Dobrze, że to była tylko chwilowa myśl. Tę część uważałam za zamkniętą. Na szczęście należała do przeszłości.
Po raz kolejny popatrzyłam na niego. Nie potrafiłam odczytać żadnych emocji z jego twarzy. Jak zwykle chował wszystko pod maską obojętności.
— Długo jeszcze będziesz się tak gapić? — zapytał sarkastycznie, na co ja zmarszczyłam brwi. A już przyzwyczaiłam się do tej przyjemnej ciszy...
— Mógłbyś się nie odzywać. Było wtedy o stokroć lepiej — warknęłam, odwracając wzrok.
— Od kiedy jesteś taka wyszczekana?
— Od kiedy jesteś taki wkurwiający?
Usłyszałam cichy chichot, jakby trochę udawany. Wykrzywiłam twarz w grymasie, takiej reakcji to ja się nie spodziewałam.
— Balansujesz na krawędzi, Sakura — wyszeptał, a w jego oczach zobaczyłam nieznany mi blask.
— Coś sugerujesz? — zapytałam nieco zdezorientowana. Wstrzymałam na chwilę oddech, oczekując odpowiedzi. Niestety Sasuke zignorował moje pytanie.
— Nie rozumiem, dlaczego tak się stoczyłaś. Przyznaję, że nie mogę tego pojąć. W porównaniu do mnie i Naruto miałaś wszystko. I z tego wszystkiego zrezygnowałaś.
Przełknęłam ślinę, spoglądając na swoje dłonie. Nie lubiłam nocy. Była to okropna pora, kiedy ludzie zrzucali wszystkie swoje przybrane osobowości i twarze. Aura sprzyjała tajemnicom, które chciały wyrwać się z zakamarków duszy. A je chciałam zachować dla siebie, jak najgłębiej, z daleka od innych ludzi, w tym Sasuke. Ciemność, jaka spowiła świat z pewnością nie została moim sprzymierzeńcem, ale dzielnie walczyłam z pragnieniem zwierzeń.
— Nie musisz rozumieć — szepnęłam, opatulając się bardziej płaszczem. — Nie wszystko da się pojąć. Taka była moja decyzja. Ja również nie rozumiałam wielu twoich wyborów, a nie dociekam już dlaczego i po co. Wszystko się zmieniło, Sasuke. My również. I jak już mówiłam, ciągle są rzeczy, których nigdy pojmować nie będziemy.
Po moich słowach zamilkliśmy, jakby bojąc się zmieść ten intymny nastrój. Za bardzo patrzyliśmy w przeszłość. Żadne z nas nie potrafiło uciec od jej sideł. Splątaliśmy się, nie wiedząc jak znaleźć wyjście z tego błędnego koła. W końcu to co kiedyś się wydarzyło, odbiło się na nas samych.
Wzięłam głęboki wdech i zerknęłam na niebo pokryte milionami migoczących drobinek. Widok nocnego nieboskłonu uspokajał mnie oraz przywodził o wspomnienia z różnych misji, które spędzaliśmy razem w drużynie siódmej. Byliśmy wtedy tak beztroscy, nieświadomi zagrożeń. Niestety to również należało do przeszłości. Ale mimo tego dzięki temu co przeżyliśmy, staliśmy się tymi, którymi dzisiaj jesteśmy.
Ogarniało mnie zmęczenie, powieki wydawały mi się coraz cięższe. Miałam ochotę usnąć i obudzić się gdzieś w ciepłym oraz ładnym miejscu. Niestety rzeczywistość była brutalna, musiałam znosić miłe towarzystwo mojego kompana. A jeszcze kilka lat temu cieszyłabym się, gdybym mogła spędzić choć trochę czasu z nim sam na sam. Zabawne.
— Idź spać. — Usłyszałam cichy, spokojny głos. — Ja zostanę na warcie. Później cię obudzę na twoją zmianę.
Uśmiechnęłam się w podzięce, akurat byłam mu teraz bardzo wdzięczna. Naprawdę czułam, że długo tak nie wytrzymałabym. Sięgnęłam po plecak, z którego wyciągnęłam śpiwór. Weszłam w niego i położyłam się, tak aby choć trochę czuć ciepło bijące od ogniska, ale na tyle daleko, by zachować ostrożność.
Pomyślałam o jutrzejszym dniu oraz o przeciwnościach, którym będziemy musieli stawić czoła. Ta misja z pewnością nie należała do najłatwiejszych. Chciałabym mieć ją już za sobą i wrócić do wioski; spędzić trochę czasu z dawnymi przyjaciółmi, odnowić więzi. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo za nimi tęskniłam, szczególnie za Uzumakim. Chociaż brakowało mi jego dziecięcej głupoty, to mimo wszystko nadal dla mnie był tym samym Naruto, który biegał rozwrzeszczany po całej wiosce w pomarańczowym dresie. Na to wspomnienie, aż się uśmiechnęłam. Zmęczona podróżą, szybko usunęłam, myśląc o dzieciństwie. Ile bym dała, aby choć raz jeszcze powrócić do tych czasów...

Obudziło mnie mocne szarpnięcie za ramię. Usłyszałam stek wyzwisk w moją stronę. Nie spodziewałam się, że Sasuke zrobi mi taką miłą pobudkę. Rozespana przetarłam oczy i rzuciłam mu rozzłoszczone spojrzenie. Temu panu przydałaby się lekcja taktu.
— Wstawaj, teraz ty masz wartę. — Nie wiedziałam, czy to z zimna, czy z chłodu głosu Uchihy przeszły po moich plecach ciarki. W odpowiedzi syknęłam tylko coś pod nosem, a on zmierzył mnie wzrokiem, następnie udał się spać.
Rozejrzałam się wokół: ognisko już lekko przygasło, a księżyc co jakiś czas wyłaniał się zza chmur i oświetlał otoczenie, ukazując ponurość lasu. Uważnie obserwując okolicę, poczłapałam pod najbliższe drzewo i usiadłam przy konarze. Nagle uderzył we mnie lodowaty podmuch wiatru, więc szczelniej opatuliłam się płaszczem. Ostatnio noce bywały naprawdę chłodne, musieliśmy się na to dobrze przygotować.
Liście oraz gałęzie szumiały, grając cichą melodię nocy. Błogie uczucie spokoju wypełniło mnie od środka, potrzebowałam tej chwili — pomiędzy życiem a jawą. Surrealistyczne wizje gąszczu rozlegającego się przede mną stanęły mi przed oczami. Strach nie opanował mojej osoby, wręcz przeciwnie, poczułam coś na rodzaj fascynacji marą. To mrok skutecznie rzucał czar, wprowadzając w trans.
Męczyły mnie myśli o Sasuke i jego powrocie do wioski. Żyłam w przekonaniu, że to raczej ostatnia osoba, która tak chętnie się tam zjawi. Ten człowiek się na to zdobył, to jest właśnie najbardziej zaskakujące.
Nie byłam pewna tego, co przyniosą kolejne dni spędzone z Uchihą. Miałam nadzieję, jak najszybciej ukończyć tę misję. Niestety chyba zostałam skazana na dłuższy pobyt poza wioską. Nic nie zapowiadało się na to, iż skończymy to szybko. Trzeba zacisnąć zęby i jakoś przetrwać.
Siedziałam pod drzewem, rozmyślając oraz od czasu do czasu spoglądałam na śpiącego w ciemnościach Sasuke. Z tej odległości dostrzegałam ledwie zarysy jego postaci, a światło księżyca rzucało cień na smukłą twarz mężczyzny. Bardzo się zmienił, od kiedy widziałam go ostatni raz. Nadal zadziwiała mnie ta surowa, a jednocześnie powabna uroda. Perfekcyjne kości policzkowe, widocznie zarysowana szczęka, ciemne tęczówki skryte teraz pod powiekami. Ideał dla wielu kobiet. Lecz Uchiha był nieosiągalny, poza zasięgiem ręki. Nie interesowały go miłości oraz romanse. Tylko czy aby na pewno? Nie miałam pojęcia co się działo w jego życiu przez ostatnie kilka lat. Tak naprawdę nie wiedziałam o nim nic. Sasuke stał się dla mnie tajemnicą, której nie potrafiłam odkryć, dlatego bardzo denerwował moją osobę. Nie wliczałam w to jego irytującego zachowania, bo niekiedy sam sobie grabił.

Po kilku godzinach robiło się coraz bardziej widno. Powoli świtało, a słońce nieśmiało wychylało się zza horyzontu. Drzewa wyszły z mroku, całą okolicę zalała jasna poświata. Rozkoszowałam się świeżym powietrzem wciąganym do płuc. Wraz ze świergotem pierwszych ptaków wstał mój rozespany towarzysz. Spojrzał na mnie zmatowiałymi tęczówkami, po czym zwinął swój śpiwór. Bez słowa podszedł do wygasłego ogniska, następnie przycupnął i wyciągnął z plecaka prowiant. Postanowiłam do niego dołączyć, potrzebowaliśmy sił na dalszą drogę. W milczeniu skonsumowaliśmy, a później spakowaliśmy wszystkie rzeczy. Czas nas naglił, dlatego musieliśmy wyruszyć o świecie, po zregenerowaniu sił.
Wiedziałam, że podróż nie będzie łatwa w żadnym stopniu, szczególnie dla mnie. Miałam dość sporą przerwę od regularnych treningów, przez co ucierpiała moja kondycja; starałam się jednak z całych sił i nie pokazywałam zmęczenia. Mimo to zauważyłam, jak kilka razy Sasuke sprawdzał, czy nadążałam za nim. Wtedy zaciskał szczęki, aby później delikatnie je rozluźnić; unosił po tym kąciki ust. Dostrzegał moją determinację — w pewien sposób podniosłam się na duchu dzięki temu.
— Czy wiesz coś więcej o tych porwaniach z Suny? — zapytałam zaciekawiona, wyrywając towarzysza z transu.
— Tylko tyle, co ty — odpowiedział zdawkowo.
Nie byłam usatysfakcjonowana jego wypowiedzą.
— Czy to nie dziwnie...? — Mój głos delikatnie zadrżał.
— Co jest dziwne? — Usłyszałam zachrypnięty baryton. Od Sasuke aż biła pewność siebie.
— To, że tak łatwo porwali Raikage, przecież... — urwałam, po to, aby wziąć głęboki wdech — Piąty jest naprawdę silny.
Zerknął na mnie przez ramię, a w jego ciemnych oczach dostrzegłam odbity blask słońca.
— To znaczy, że mamy naprawdę silnego przeciwnika, Sakura.
— Tyle to ja też wiem — wysyczałam przez zęby, marszcząc brwi. Co ten idiota sobie myślał? Że nie potrafiłam wyciągnąć takich wniosków?
Uchiha głośno westchnął, następnie tylko skwitował:
— Nadal irytująca.
— Gbur.
Po tej wymianie zdań, nie odezwaliśmy się więcej. Denerwowało mnie jego aroganckie podejście do wszystkiego. Nasz pan i władca z szanowanego rodu myślał, że sama jego obecność powinna czynić tę sytuację wyjątkową. Ale niestety tak nie było. I nie miałam zamiaru mu w żaden sposób ulec.
Zaciągnęłam się powietrzem, lecz odór jaki doszedł do nozdrzy, sprawił, iż zasłoniłam usta. Poczułam potrzebę szybkiego zwrócenia pokarmu, więc przystanęłam na jednej z gałęzi oraz przytrzymując włosy, oddałam ostatni posiłek. Smak kwasu żołądkowego wypełnił moje usta, przez co skrzywiłam się z niesmakiem. Nigdy tego nie lubiłam, ale jakiś czas temu zdarzało mi się to dosyć często przez zatrucia alkoholowe.
Sasuke przystanął tuż obok. Na jego twarzy dojrzałam dość spory grymas niezadowolenia.
— Nic ci nie jest? — zapytał zdenerwowany. — Czuję coś dziwnego.
Pokręciłam przecząco głową. Potrzebowałam chwili, by skupić myśli i móc się odezwać. Ten zapach przypominał woń zgnilizny. Trudno mi było jednoznacznie określić, czego on był wynikiem. Nie podobało mi się to w żadnym stopniu: i ten fetor, i ta sytuacja.
Uchiha uważnie lustrował moją twarz, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół. Po chwili odwrócił wzrok oraz popatrzył gdzieś w dal pustym, nieobecnym spojrzeniem. Później przyszedł kolejny powiew wiatru, lecz tym razem nie naszło mnie na wymioty.
— Domyślasz się może, co tak... śmierdzi? — Jego głos wyrwał mnie ze stanu otępienia.
— Nie mam pojęcia — odpowiedziałam półszeptem, jakbym bała się wypowiedzieć to na głos. Poniekąd wstydziłam się własnej bezradności.
— Już w porządku?
— Tak, możemy ruszać dalej — wymamrotałam, po czym przepłukałam usta wodą.
— Musimy być tylko bardziej ostrożni — skwitował Sasuke, a ja przytaknęłam. Doskonale wiedziałam, że trzeba uważać. — Znajdziemy przy okazji jakieś miejsce do postoju.
Wznowiliśmy bieg, lecz wędrowaliśmy znacznie wolniej. Mój towarzysz włączył Sharingana i uważnie kontrolował okolicę. Wzmożyliśmy naszą czujność, aby nic nas nie zaskoczyło. Nie mogliśmy sobie pozwolić na jakikolwiek błąd. To by mogło zaważyć nie tylko na naszej misji, ale też na życiu. A póki co, mieliśmy jedynie sprawdzić okoliczności porwania Raikage i innych.
W pewnej chwili Uchiha się zatrzymał na skarpie. Przystanęłam tuż obok niego z pytającym wyrazem twarzy. Sekundę później spojrzałam przed siebie. Krajobraz nieco się zmienił: dojrzeliśmy kilka skalnych gór, które skryte zostały za gęstymi chmurami. Szczyty wydawały mi się obskurne, przytłaczały swoją nagością oraz bladą, trupią barwą. Wszelaka zieleń powoli zanikała, jedynie obdarte z kory oraz igieł sosny o zgniłozielonym kolorze urozmaicały widowisko. Powoli wkraczaliśmy na teren Kumogakure.
Tu powietrze było nieco świeższe, więc zachłannie się nim zachłysnęłam. Dawka zimnego powiewu dobrze mi zrobiła, wypełniła dogłębnie moje płuca, a uczucie błogości przepełniło nawet najmniejsze skrawki ciała. Sasuke uraczył mnie chwilowym, ale łapczywym spojrzeniem. Nie potrafiłam rozgryźć skubańca. Raz unosił się dumą, a innym razem nie wyczytywałam z jego ruchów niczego specjalnego, jakby gasił wszystkie emocje.
Nagle jego głos wyrwał mnie z zadumy, w jaką wpadłam.
— Na dnie tej skarpy jest jaskinia, odpocznijmy w niej.
Nie miałam nic przeciwko. Sasuke uznał moje milczenie za pozwolenie. Obydwoje zgromadziliśmy chakrę w stopach, aby nasza przyczepność zwiększyła się oraz zbiegliśmy w dół. Na samym końcu zbocza dojrzałam średniej wielkości szczelinę. Po kilku minutach dotarliśmy na miejsce, następnie do niej wchodząc.
W środku roznosił się specyficzny zapach; z początku przeszkadzały w przemieszczaniu ociekające z sufitu liczne stalaktyty, jednak im bardziej w głąb, tym coraz mniej ich występowało. Jaskinia nie była co prawda szeroka, ale za to miałam wrażenie, że ciągnęła się w nieskończoność. W dodatku panująca ciemność mocno zdekocentrowała moją osobę, na całe szczęście, że Sasuke użył swoich płomieni, aby choć trochę oświetlić nam drogę. Dzięki temu nie przepadałam przez żadne kamienie.
Jednak jest coś, co mnie niepokoiło. Dziwne uczucie w podbrzuszu nie dawało mi spokoju. Jakby ściskało w jelitach, kręciło i wywlekało na drugą stronę. Przeżerało od środka każdą tkankę. Z doświadczenia wiedziałam, że intuicja nigdy nie zwodziła.
— Tutaj się zatrzymamy — stwierdził Sasuke, przystając w miejscu, gdzie nie było żadnych odłamków skalnych, więc spokojnie moglibyśmy usiąść.
Przycupnęłam tuż obok niego. Musiałam chwilę odpocząć, gdyż lekko szumiało mi w głowie. Zastanawiałam się, czy przypadkiem się czymś nie zatrułam, bo w końcu nie czułam się najlepiej. W dodatku nie opuszczało mnie jakieś dziwne przeczucie. I ten specyficzny zapach, który tutaj wydawał się niby delikatnie przytłumiony, ale jakby ostrzejszy.
Coś jednak tknęło mnie, aby wstać oraz podążyć w głąb jaskini. Przed tym jednak odebrałam od kompana pochodnię, musiałam jakoś oświetlić sobie drogę. Prowadzona instynktownie, poruszałam się mechanicznie, w pewnym sensie mnie kusiło albo przyciągało. Nie potrafiłam się temu oprzeć.
Z każdym kolejnym krokiem odczuwałam coraz bardziej nieprzyjemny swąd. Drażnił on moje płuca i wywoływał bulgotanie w żołądku, ale dzielnie się trzymałam. Nie mogłam dać się ponieść swoim słabościom. Szłam tak dobrych parę minut, gdy usłyszałam za sobą kroki w oddali. To zniecierpliwiony Sasuke postanowił iść w moje ślady.
Z każdym kolejnym oddechem czułam się coraz gorzej. Nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Nie potrafiłam nawet nad tym zapanować. Przeczuwałam, że byłam coraz bliżej nieokreślonego celu.
Aż w końcu znalazłam się na skarpie, gdzie przede mną znajdowała się wielka, ciemna przestrzeń. Po chwili poczułam tuż obok obecność Uchihy, który zeskoczył w dół. Zapalał każdą napotkaną pochodnię.
Zrobiłam krok w przód i nie wyczułam podłoża. Pozwoliłam swojemu ciału swobodnie opaść w dół. Moment później wylądowałam miękko na nogach. Jednak z moją równowagą nie było tak źle, jak myślałam. Niestety tutaj zapach się nasilił, przez co ponownie naszło mnie na wymioty, które powstrzymałam. Dzięki zwiększeniu natężenia światła mogłam dostrzec dużo więcej niż z góry. Ale to, co zobaczyłam kompletnie mnie zszokowało.

~*~
Sasuke

Zapach w tym miejscu był nie do zniesienia, dodatkowo ból głowy irytował moją osobę. Czułem się całkowicie rozdrażniony.
Gdy ostatni raz użyłem Katonu, aby zapalić pochodnię, rozejrzałem się po grocie. Na sam widok, aż mną wstrząsnęło. Nie spodziewałem się, że trafimy na takie miejsce. Wyglądało nieco podobnie do jednej z kryjówek Orochimaru.
Po mojej prawej stronie znajdowało się jakby wzniesienie, na którym stało już zjedzone przez korniki biurko. Obok leżały niedopalone zwoje, które ledwo przeżyły walkę z ogniem. Za nimi stały półki z różnymi starymi księgami, które zapewne były w opłakanym stanie. Obok nich zauważyłem kilka słoików z niezidentyfikowaną cieczą.
Natomiast to co znajdowało się po lewej, przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
Trzy wielkie szklane tuby, wyglądające na duże probówki, stały wypełnione jakimś płynem. W nich dojrzałem dziwne stwory, ni to podobne do ludzi, które w większości nie rozwinęły się do odpowiedniego stanu. Jednemu to nawet brakowało kończyn. Skrzywiłem się na ten widok. Fakt, widziałem wiele w bazie u Orochimaru, ale on chyba nie prowadził aż takich eksperymentów. Swoją drogą, w tamtym czasie kompletnie mnie to nie interesowało, liczyła się tylko zemsta.
Znajdowała się też tam cała ściana regałów ze słoikami, w których dostrzegłem ludzkie organy.
Dalej zobaczyłem dwa ciała, które już dawno pogniły, widać było same kości. Znajdowały się one w samym rogu tego pomieszczenia.
W oddali, naprzeciwko, zauważyłem zdezorientowaną Sakurę, która obiema dłońmi zasłaniała usta. Jej wzrok był zdezorientowany i błądził po całej jaskini. Widziałem, że kompletnie nie spodziewała się takiego widoku. Zacząłem iść w jej kierunku powolnym krokiem, po chwili przystanąłem obok niej.
— Sakura — zacząłem. — Weź się w garść — powiedziałem chłodno. Zielone tęczówki zawiesiły się na mojej twarzy. Dłonie kobiety powędrowały na ramiona.
— Znasz to miejsce, Sasuke? — zapytała lekko niepewnie. Zacisnęła palce, wbijając paznokcie w skórę. Zadawała sobie ból. — Chciałabym się obudzić.
— Nie znam tego miejsca. Jestem tutaj pierwszy raz — zapewniłem ją. — I nie śpisz. Wszystko dzieje się na jawie. Weź się w garść, w życiu widziałaś o wiele więcej niż to.
Przełknęła głośno ślinę, po czym wypuściła ze świstem powietrze z ust.
— Masz rację. Świruję. — Otrzepała swoją tunikę, po czym rozejrzała się wokół. — To co robimy? Przecież nie możemy tego tak zostawić. Coraz bardziej nie podoba mi się ta sytuacja.
— Mnie też. Jestem za tym, żeby póki co zabezpieczyć wstępnie to miejsce i dowiedzieć się kilku rzeczy w Kumogakure. Na razie nie będziemy zdradzać istnienia tej jaskini.
Sakurze chyba nie spodobała się moja odpowiedź, gdyż zmarszczyła nos z niezadowolenia. Przycupnęła z jednej nogi na drugą.
— Sasuke, czy ty oszalałeś? Mamy nie mówić nic o istnieniu tego miejsca? Nie daj Boże ktoś tu się przypałęta! I wtedy dopiero możemy mieć problem! Albo jeśli to jedna z kryjówek naszego wroga, to co wtedy? Jeśli nikt nie będzie tego kontrolował, to może wróg nam się prześlizgnie pomiędzy palcami! Pomyślałeś o tym? Pewnie nie! — warczała zła. — Sasuke — mruknęła. — Tu ktoś prowadził eksperymenty na ludziach. Nie wiemy nawet w jakim czasie dokładnie. Ktoś musi to zbadać, to też może być jakiś trop. Z tym nie ma żartów.
— Sakura — fuknąłem zły, gdyż przez cały swój monolog nie dała mi ta irytująca pijaczka dojść do słowa. — Dobrze zdaję sobie z tego sprawę. Tylko też, jeśli obstawimy ten teren, wróg to może wyczuć i już nie będzie działał tak pewnie, jak do tej pory. Mamy do czynienia z kimś naprawdę silnym oraz na pewno nie głupim. Póki co wyruszamy dalej i nikomu nie wspominamy o istnieniu tego miejsca. Zrozumiałaś? — przekazałem jej to szorstko.
Haruno wymruczała niechętnie pod nosem, pokazując swoją złość. Usłyszałem coś w stylu „Zrozumiałam, gburze pierdolony”, ale nie będąc do końca pewnym, nie odpowiedziałem na zaczepkę. Sakura chyba też sama nie chciała się dłużej kłócić ze względu na swój stan fizyczny. Co chwila zatykała usta i przecierała spocone czoło. Wyjście na świeże powietrze obojgu zrobiłoby nam dobrze.
Zająłem się wstępnym zabezpieczeniem jaskini, tworząc kilka pieczęci, w razie gdyby pojawił się tutaj jakiś gość.
Ogień z pochodni już się wypalił, więc zostawiliśmy za sobą ciemność. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz, od razu poczułem się lepiej. To samo chyba mogłem powiedzieć o Sakurze, która wdychała głośno powietrze. Dobrze, że zaczął wiać lekki wiaterek, który przyniósł rześki powiew.
— Daj mi chwilę — powiedziała dziewczyna. Wzięła do ręki bukłak, po czym wylała sobie trochę wody na dłoń i opłukała twarz, następnie wytarła ją. — Już, możemy wyruszać.
W odpowiedzi skinąłem głową. Ruszyłem do biegu, a za mną podążyła Sakura. Co chwilę spoglądałem za siebie, aby upewnić się, czy Haruno nic nie jest. Tylko tego by mi brakowało, aby zemdlała w trakcie podróży. Dziewczyna posyłała mi tylko groźnie spojrzenia, mówiące, że była podirytowana moją przezornością; a ja kompletnie to zignorowałem. Następnie skupiłem się na drodze, nie chciałem stracić orientacji w terenie. Gdybyśmy zabłądzili, mogłoby to się źle dla nas skończyć. Cały czas więc kontrolowałem okolicę.
Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce odetchnąłem z pewną ulgą. Przekroczyliśmy granicę wioski, wylegitymowani przez straż graniczną. Właściwie to była tylko kwestia formalna, gdyż dostali powiadomienie o naszym przybyciu w najbliższym czasie.
Kumogakure odznaczało się sporymi górami skalnymi, spowitymi mgłą. Raczej przez cały rok panowała tutaj taka pogoda, lekko przygnębiająca. I to specyficzne, wilgotne powietrze, które aż niekiedy kuło w płuca. W głównym punkcie wioski znajdowała się wielka, niebieska siedziba Raikage. Tam właśnie zmierzaliśmy.
Rzuciłem jeszcze szybko okiem na Sakurę, ale wyglądała już o niebo lepiej. Policzki jej się przyrumieniły, a z ust wychodziła para przy każdym wydechu. Oczy nabrały blasku — nie potrafiłem przez dobrą sekundę stracić wzroku z twarzy dziewczyny. Niestety zostałem na tym przyłapany, Haruno zmarszczyła brwi w dezaprobacie, lecz nie odezwała się ani słowem. W milczeniu dotarliśmy do naszego celu.
Budynek z bliska jeszcze bardziej wydawał się potężniejszy. Weszliśmy do środka przez drewniane drzwi, a stara podłoga skrzypiała pod naciskiem stóp. W głównym holu stało biurko, zza którego spoglądała na nas sekretarka Raikage. Obok stało dwóch członków ANBU, nawet nie drgnęli, gdy znaleźliśmy się w pomieszczeniu. Jeden z nich posiadał maskę tygrysa, a drugi — lisa.
— Dzień dobry — zaczęła spięta Sakura, podchodząc do kobiety — Jesteśmy z Konohy, z polecenia szóstego Hokage.
Brunetka spojrzała na nią wymownie swoimi zielonymi oczami, poprawiając grube okulary.
— Sakura Haruno i Sasuke Uchiha, jak mniemam?
— Zgadza się — odpowiedziała moja towarzyszka.
— Piąty Raikage już na was czeka w swoim gabinecie. Na prawo po schodach, czwarte piętro, ostatnie drzwi na korytarzu.
— Dziękuję bardzo — Sakura ukłoniła się delikatnie i równo ze mną popędziła w wyznaczonym kierunku.
Gdy znaleźliśmy się przed odpowiednimi drzwiami, wystąpiłem na przód oraz zapukałem. Usłyszałem donośne „wejść”, po czym pociągnąłem za klamkę. Za ogromnym biurkiem przesiadywał Darui, mierzwiąc swoje białe jak śnieg włosy, które dość mocno kontrastowały z jego ciemną cerą. Łypnął na nas tylko spod czupryny, a my niepewnie weszliśmy do środka.
Gabinet był skromnie urządzony, w jasnych, pastelowych barwach. Chyba przeszedł remont dosyć niedawno, gdyż w powietrzu unosił się jeszcze zapach farby.
— Witajcie — chrząkał Raikage. — Cieszę się, że Naruto was wysłał. Mam nadzieję, że dowiecie się o wiele więcej niż my.
— To znaczy? — zapytała szybko Sakura, marszcząc różowe brwi.
— Niewiele wiemy o zaginięciu Czwartego. — Darui głośno westchnął. — Porywacz nie zostawił po sobie żadnych śladów w jego mieszkaniu. Po za tym wszystko najprawdopodobniej działo się pod osłoną nocy. Nie wiemy tylko jak ten przybysz wdarł się do naszej wioski i nikt tego nie zauważył.
Haruno zagryzła wargi, najwyraźniej głęboko nad czymś myśląc.
— Czyli jesteśmy w dupie — skomentowałem po cichu pod nosem, ale chyba reszta to usłyszała.
— Sasuke! — wycharkała oburzona dziewczyna.
— Masz rację, Uchiha, jesteśmy w dupie — potwierdził moje zdanie Piąty.
— Czy możemy przeszukać mieszkanie Czwartego Raikage? — zapytała Sakura.
Darui wypuścił ze świstem powietrze z ust, zastanawiając się jakiej udzielić odpowiedzi.
— Możecie. Tylko jest szansa, że natkniecie się na Killera B, który przesiaduje w jego mieszkaniu. Biedaczek nie potrafi sobie wybaczyć, iż nic nie jest w stanie zrobić.
— W porządku. Jeśli tylko coś znajdziemy, poinformujemy Szanownego — odparła Haruno.
— W takim razie możecie przystąpić do działania. Mieszkanie Raikage znajduje się na południu wioski, cały teren jest pilnowany przez ANBU, więc na pewno go z łatwością dostrzeżecie. Poślę z wami Samui, spotkacie ją przed budynkiem — mówiąc to wysłał ptaka z listem. — Widzimy się, jak tylko się czegoś dowiecie. Możecie już iść.
Pożegnaliśmy się z Czcigodnym skinieniem głowy i wyszliśmy z gabinetu, kierując się na schody. Po minucie staliśmy na zewnątrz, gdzie przywitała nas Samui.
— Miło widzieć przybyszów z Konohy — powiedziała oschłym tonem.
Musiałem przyznać, że była naprawdę ładna, choć z urody i wyrazu twarzy wydawała się nieco chłodna. Samo jej imię oznaczało „zimno”. Kilka blond kosmyków opadało jej na czoło w postaci prostej grzywki, resztę włosów miała krótko przyciętych. Niebieskie oczy ciekawie wyglądały na tle bardzo bladej skóry. Dodatkowo założyła na siebie szarą tunikę z białym paskiem owiniętym pod biustem i czerwonymi ochraniaczami na przedramię, również spódniczkę, która sięgała jej nieco przed kolana, z dość sporym dekoltem wyszytym czarną siateczką. Nie powiem, biust miała całkiem okazały i było co eksponować, nie tak jak Sakura. Haruno niestety nie została w tym miejscu hojnie obdarzona przez naturę.
— Zaprowadzę was na miejsce i wejdę z wami do środka, jednak nie będę tam długo przebywać, gdyż mam sporo spraw do załatwienia.
— Rozumiem — odpowiedziała Sakura, przytakując głową.
— W takim razie za mną panno Haruno i... panie Uchiha. — Spojrzała na mnie chłodnym wzrokiem. — Za mną.
Oboje w milczeniu podążyliśmy za kobietą. Nie widzieliśmy potrzeby, aby wdawać się z nią w głębsze dyskusje. Po paru minutach, wędrując przez uliczki wioski, dotarliśmy do miejsca obstawionego przez ANBU. Był to duży, drewniany, parterowy dom, wykonany w tradycyjnym stylu. Tuż przy wejściu Samui poinformowała wartownika, że przyszliśmy dokładnie obejrzeć mieszkanie Czwartego z polecenia obecnego Raikage. Młody — co wywnioskowałem po głosie — rudy shinobi w masce psa wpuścił nas do środka. Mieszkanie było bardzo przestrzenne i skromnie urządzone. Podążając długim przedpokojem, minęliśmy ładnie wyremontowaną kuchnię połączoną z jadalnią, aż w końcu dotarliśmy do sypialni. Pokój wydawał się mniejszy niż inne pomieszczenia, ale również nie brakowało w nim miejsca. W końcu jakoś zamieszczono tutaj dwuosobowe łóżko, na które pewnie Czwarty sam się zmieścił jako rosły mężczyzna. Naprzeciwko mebla na całej szerokości ściany znajdowały się okna wraz z rozsuwanymi, szklanymi drzwiami na taras w ogrodzie. Prócz tego stała jeszcze jedna komoda. W całości lokum prezentowało się minimalistycznie i przytulnie z nutką surowości.
— To ja już was opuszczam — mruknęła Samui, a do pomieszczenia wszedł członek ANBU, który prawdopodobnie miał nadzorować naszą pracę. Blondynka natomiast zniknęła w kłębie dymu.
— Nie lubię jej — nagle wyszeptała mi do ucha Sakura.
Zmarszczyłem brwi, ale nie odezwałem się ani słowem. Nie mieliśmy teraz czasu na takie pierdoły.
Haruno zajęła się przeszukiwaniem szafki, ja natomiast szukałem jakichkolwiek śladów w całym pomieszczeniu.
— Nic tutaj nie ma, prócz ubrań Raikage, kilku kunaiów i szurikenów — wymamrotała moja niezadowolona towarzyszka, po kilkunastu minutach dogłębnego sprawdzania.
— Również nic nie znalazłem — mruknąłem chłodno. Musiałem przyznać, że byłem z tego faktu mocno nieusatysfakcjonowany.
Podszedłem do okna i zauważyłem siedzącego na tarasie Killera B. Zaraz obok mnie przystanęła kobieta, wpatrując się przed siebie.
— Szkoda mi go — powiedziała cicho, po czym westchnęła. — To co robimy?
— Nie wiem.
Sam chciałbym to wiedzieć, Sakuro.



Od Autorki: Huh, dawno się nie widzieliśmy? Chyba grubo ponad rok. Przez długi czas nie miałam siły do pisania, a nie lubię tego robić na siłę, więc... To chyba była najdłuższa przerwa od pisania, jaką kiedykolwiek miałam. Sporo w moim życiu się pozmieniało, to też dlatego mam taki zastój z wszystkim. Ale ostatnio coś mnie tchnęło, przypomniała mi się ta przyjemność z pisania i na nowo przekonuję się do tego paringu. To całkiem miłe uczucie, dawno przeze mnie zapomniane. 
W sumie w ogólnym rozeznaniu jestem zadowolona z rozdziału. Jak na tak długą przerwę nie wyszedł najgorzej. Rozdział nie był betowany, gdyż mam nikły kontakt z Vanes (a nawet bardzo nikły), dlatego jak tylko mi odpisze i dowiem się co i jak, to wrzucę tutaj poprawioną wersję (albo i nie wrzucę). 
Teraz wypadałoby się wziąć za pracę konkursową, a później albo Szare albo DLMD. Zobaczymy jeszcze. Do zobaczenia! ♥

10 komentarzy:

  1. Cholerny, pieprzony, egoistyczny, zadufany gnój. Tylko się czepia, i czepia, i nic więcej, a jego uchichowski zadek gówno daje. Niech się lepiej zajmie swoimi sprawami, a nie wytyka błędy Sakury; sam nie jest bez win.
    Ale! Jednak się nią trochę interesuje; inaczej nie dopytywał by co i jak.
    I mimo wszystko muszę mu przyznać rację – żeby tak się stoczyć... oj Sakura, Sakura.

    To... laboratorium, jeśli tak to mogę nazwać, tak bardzo zajeżdżało mi Orochimaru, że było to aż nachalne! No naprawdę i teraz się zastanawiam nad tym. Choleeera. ._.

    No i perełka, która w tym rozdziale zdobyła moje serce:
    "— Czyli jesteśmy w dupie — skomentowałem po cichu pod nosem, ale chyba reszta to usłyszała.
    — Sasuke! — wycharkała oburzona dziewczyna.
    — Masz rację, Uchiha, jesteśmy w dupie — potwierdził moje zdanie Piąty."
    No jak pięknie zawyłam na tym momencie, aż przeczytałam to kilka razy! Wygryw XD

    Trzymam kciuki, Sasii, abyś od teraz pisała regularniej, bardziej bezproblemowo. Tak się stęskniłam za ANN! <3 Aż traciłam nadzieję, że jeszcze powrócisz.
    Łohoho, Szare, Szare! Też się stęskniłam za Szarymi, a DLMD – przyznam szczerze, że jak mi ostatnio wspomniałaś, to tylko nazwa mi świtała i nic więcej, ale po odświeżeniu pamięci mogę śmiało stwierdzić, że również i na to czekam. :3
    Życzę ci weeenyyy, czasu na pisanie i dużo chęci!
    Pozdrawiam! <3

    A jak znowu zrobisz taką przerwę, to cię w dupsko kopnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, boję się o swoją dupę.
      Ale i tak jest lepiej, mam jakąś motywację do pisania, a to już coś.

      PS. też lubię ten fragment xDD
      <3

      Usuń
  2. O ja.. Kiedy coś napiszesz ? Dzień w dzień sprawdzam 😂😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jaa, ale mi niezmiernie miło! Po nowym roku biorę się za następny rozdział na tym blogu. :)

      Usuń
  3. Świetne!
    Ciekawi mnie to dziwne nastawienie Sasuke do Sakury. Takie dwojakie. Jest romantyczne, to zalążek czegoś większego, ale nadal pozostaje do zrozumienia. Mam nadzieję, że już wkrótce pojawi się coś więcej z ich przemyśleń!
    Buźki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. ♥
      Postaram się, aby rozdział pojawił się w lutym. ♥
      (na razie #sesjaiscoming)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Bez bicia przyznaję, że dopiero skończyłam sesję, więc odpoczywam i nic nie napisałam [*] Rip ja.

      Usuń