3/06/2017

VI. Kwiat wiśni

Rozdział dedykuję czytelnikom.
Tym wytrwałym.
Bo wytrzymać z takim człowiekiem widmo jak ja to cud!
„— W górę się pniesz: dumna czy tylko pyszna?— Z serca wyrastam, więc dumna być muszę.— Cierpki twój owoc, czereśnio…— Jestem wiśnia.— A duszę masz?— Czyż drzewo miewa duszę?” Vojtech Mihálik — Chłopiec i drzewo
~*~
Sakura

— Musimy z nim porozmawiać — wymamrotałam niezadowolona, wpatrując się w ciemne tęczówki. Sasuke jak zwykle był ostoją spokoju, a ja nie potrafiłam wyczytać z jego twarzy jakiegokolwiek uczucia.
— Sakura — Westchnął przeciągle, jakby wiedział, że to będzie twardy orzech do zgryzienia. — Jestem pewien, że on nie wie więcej niż wszyscy, z którymi rozmawialiśmy. Po za tym zniknął dla niego ktoś ważny. Pewnie chce zostać sam. — Zimny ton głosu przeszył mnie na wskroś. Nie lubiłam, gdy zwracał się do mnie takim obojętnym tonem.
— Ale mimo wszystko powinniśmy z nim porozmawiać. Dzięki temu możemy zyskać więcej informacji. Może Raikage miał jakiś wrogów albo... — W tym momencie przerwał mi szyderczym śmiechem.
— Sakura. Jesteśmy shinobi. Każdy z nas ma jakiś wrogów — skwitował ostro. Miałam wrażenie, że jego beznamiętne spojrzenie wywierci dziurę pomiędzy moimi oczami.
Otwarłam szeroko usta, nie dowierzając w to, co usłyszałam. Sasuke był szczery, ale i dobitny. Wiedziałam też, że skubany miał rację. Całkowitą rację.
— Mimo wszystko... — wyszeptałam, patrząc na niego spod byka. Uchiha zmarszczył brwi, przez co zrobiły mu się zmarszczki na czole, dodając mu kilku lat.
— Jeśli chcesz, to Ty z nim porozmawiaj. Ja się w to nie mieszam — rzucił mi tylko, udawszy się w stronę drzwi, dodał — czekam na zewnątrz.
Przez chwilę spoglądałam na w snujący się za mężczyzną płaszcz, który łagodnie zawirował w powietrzu, gdy Sasuke z gracją przekroczył próg.
Zastanawiające dla mnie było to, co ja w nim widziałam, będąc nastolatką. Z drugiej strony zawsze wiedziałam, iż Uchiha miał to coś i to coś bardzo mnie przyciągało. Nie chodziło wyłącznie o urodę, bo każda dziewczyna z wioski wiedziała dobrze, jaki jest przystojny. On skrywał tajemnicę. Nie. Sam był chodzącą tajemnicą, która sprawiła, że kiedyś moje serce zabiło szybciej. Ale na szczęście to już należało do przeszłości.
Zagryzłam wargi, spoglądając za szybę. Killer B. nadal siedział na tarasie i byłam pewna, iż nie drgnął nawet o milimetr. Wiedziałam, że zapewne toczył bitwę sam ze sobą; obwiniał siebie za porwanie Raikage, uważał to za swoje niedopatrzenie.
Powoli, po cichu, otworzyłam szklane drzwi, następnie bezszelestnie przeszłam po drewnianych panelach, aż w końcu przysiadłam na samym skraju obok Bee. Nawet nie uraczył mnie kilkusekundowym spojrzeniem. Był jak posąg, wpatrzony gdzieś w dal, opanowany przez swój świat, do którego dostęp miał wyłącznie on sam.
Nie potrafiłam przerwać tej ciszy. Nie chciałam mącić tego skupienia na jego twarzy. Pomiędzy nami był tylko świst wiatru, który co jakiś czas przyprawiał mnie swoim zimnem o dreszcze. Pogoda w Kumogakure wprowadzała moją osobę w pewną melancholię. Dziwiłam się tylko, że mieszkańcy tej wioski nie chorowali na depresję.
— A mogłem temu zapobiec. — Usłyszałam nagle po swojej prawej stronie. Uraczyłam Killera długim, przeszywającym spojrzeniem. Próbowałam dojrzeć jakiegokolwiek uczucia na jego spokojnym obliczu. Jednak nic nie wyczytałam; zamknął emocje w sobie.
— Nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć — szepnęłam, mocno zaciskając razem dłonie. Tyle rzeczy bym w swoim życiu zapobiegła, gdyby istniała taka możliwość. Ale dobrze wiedziałam, że nie dało się ich cofnąć.
Bee popatrzył na mnie i uśmiechnął się nieznacznie.
— Pewnie przyszłaś tutaj, żeby porozmawiać ze mną o A. Jednak ja nie mam ci nic do powiedzenia. Nie mam pojęcia, kto to mógł zrobić. Przez ostatnie kilka lat po wojnie nie byliśmy aktywni jako shinobi, a starzy wrogowie, z którymi Czwarty miał jakieś porachunki w większości nie żyją.
Po tych słowach zapadła pomiędzy nami cisza. Była surowa, przesiąkała w nasze ciała. Nie radziłam sobie z nią, a jednocześnie nie potrafiłam się odezwać.
— Przepraszam, ale jestem bezużyteczny. — Miałam już zaprzeczyć, ale uniósł dłoń w geście uciszenia.
Wiedziałam, że uznał tę rozmowę za zakończoną. Oboje skinęliśmy głowami na pożegnanie. Wstałam, rozprostowując wychłodzone nogi. Bee chyba postanowił nie ruszać się z miejsca, więc zostawiłam go za sobą. Powinien zostać ze swoimi myślami sam na sam.
Otworzyłam okno na taras, po czym przeszłam przez całe mieszkanie.
Musiałam sobie to wszystko poukładać na spokojnie w głowie. Zastanawiało mnie to, po co naszemu wrogowi byli porwani ludzie. O ile Raikage był osobą, która mogłaby być w jakiś sposób przydatna w wywołaniu konfliktu, tak Shikamru, Choji i Ino... Po co ten ktoś ich potrzebuje?
Z rozmyślań wyrwał mnie Sasuke, z którym zderzyłam się w głównych drzwiach.
— Co ty do cholery wyprawiasz? — syknęłam zła, pocierając dłonią obolały nos.
Uchiha zmierzył mnie chłodnym wzrokiem. Zaczynałam się już denerwować tym, w jaki lekceważący sposób patrzył.
— Znaleziono płaszcz Czwartego w północnej części wioski. Mamy się tam udać z członkiem ANBU — powiedział na jednym wydechu.
— Rozumiem — oznajmiłam, kiwając głową. Mieliśmy więc pierwszy trop w tej sprawie. Mały, ale jednak to zawsze coś.
Obok nas stanął rudy shinobi w masce psa — ten sam, którego spotkaliśmy na wejściu. To on zapewne miał nam towarzyszyć. Za to przy głównych drzwiach, w kłębach dymu, zjawił się inny członek ANBU, to on teraz pełnił funkcję wartownika.
W milczeniu podążyliśmy za chłopakiem. Ja starałam się skupić na biegu, gdyż ostatnio miałam problemy z koordynacją ruchu. Chyba w wolnych chwilach będę musiała popracować nad swoją kondycją, gdyż mogło mi to przeszkadzać w wykonywaniu misji.
Zimny wiatr zawiał mi prosto w twarz, gdy już byliśmy na obrzeżu wioski. Prawie gołe, skaliste góry — gdzieniegdzie na nich pojawiały się zielone porośle lub krzewy — otaczały nas z każdej strony. Nasza trójka zeskoczyła z dużego tarasu, który robił za dach jakiegoś budynku. Wylądowaliśmy twardo na zbitej ziemi, a w powietrzu od naszego ciężaru i ruchu uniósł się pył. Trafił on do moich nozdrzy, dlatego pokręciłam trochę nosem, na co Sasuke uśmiechnął się zadziornie. Cholerny, pieprzony Uchiha, zawsze musiał się ze mnie nabijać.
— Jakiś problem? — warknęłam zła. Już od początku misji mnie denerwował, teraz to wszystko zaczynało się coraz bardziej kumulować.
— Ależ skąd. — Ewidentnie sobie ze mnie kpił.
Wypuściłam głośno powietrze z ust. Nie mogłam pozwolić, by tak bardzo działał mi na nerwy. Powinnam bardziej kontrolować swoje uczucia.
Na miejscu czekało na nas dwóch członków ANBU; obaj blondyni, jeden z nich miał maskę niedźwiedzia, a drugi szczura. Nie przyglądałam się im za bardzo. Za to zaciekawił mnie biało-brudny płaszcz, który leżał na ziemi. Nie było na nim śladów krwi, ale spore dziury, wręcz wyszarpane, rzucały się w oczy. Ukucnęłam tuż obok i już miałam go wziąć do ręki, aby dokładnie się mu przyjrzeć, gdy zatrzymał mnie nieznany głos:
— Zaczekaj! — obejrzałam się za siebie. Zaraz obok przystanął zziajany chłopak, o bladej jak śnieg skórze. Jego orzechowe oczy przyglądały mi się uważnie. Jasnofioletowe włosy opadały niesfornie na czoło, a nisko spięty kucyk falował pod wpływem wiatru. Ubrany był w popielatą koszulę oraz fiołkowe spodnie; całość przeplatał czarny, gruby pas wiązany w tułowiu. — Jestem tutaj technikiem, nazywam się Ryuu. Chcę po prostu pierwszy obejrzeć ten płaszcz i przyjrzeć się śladom.
Spojrzałam na niego niezrozumiale, ale mężczyzna chyba odczytał moją reakcję. Na jego twarzy zawitała nutka zakłopotania.
— Mój klan się w tym specjalizuje. Ogólnie zajmujemy się tropieniem.
— Rozumiem — odrzekłam i wstałam, pozwalając Ryuu zająć się śladami.
Wolnym krokiem podeszłam do Sasuke, który przyglądał się całej sytuacji z zaciekawieniem. Również do niego dołączyłam, gdy mój wzrok spoczął na poczynaniach chłopaka. Zgromadził on chakrę w swoich dłoniach, która przybrała niebieską barwę. Jasna poświata gładziła poturbowany materiał. Ryuu bardzo się skupił na wykonywanym działaniu, a jego czoło aż się zmarszczyło i zwilgotniało od potu. Następnie odsunął się od szat Raikage i podążył dalszym szlakiem, dostrzegając kolejne tropy. Gestem dłoni przywołał mnie oraz mojego kompana do siebie. Podeszliśmy do niego, oczekując wyjaśnienia.
— Na płaszczu nie ma żadnych śladów, oprócz naskórka Czwartego. Prawdopodobnie nie doszło do walki, gdyż nie ma na to żadnych dowodów — powiedział pewny siebie. — Widzicie to? — Wskazał na fragment ziemi, w którym była wyżłobiona ścieżka. — Ktoś go ciągnął, gdyż prawdopodobnie nie potrafił go unieść. Raikage jednak swoje ważył. Ten ślad ciągnie się tylko kilka metrów, potem się urywa.
— Ktoś porwał Raikage, Ino, Chojiego i Shikamaru. Był wręcz niezauważalny. I ten ktoś nie potrafi unieść jednego człowieka? Wierzyć mi się w to nie chce — wyparował nagle Sasuke. Skarciłam go wymownym spojrzeniem.
— Każdy ma jakieś słabe punkty. A może to nie była ta sama osoba, co porwała shinobi z Konohy — skwitował Ryuu. — Nie możecie tego przecież wykluczyć.
— To też powinniśmy wziąć pod uwagę — mruknęłam, patrząc kątem oka na Uchihę.
Znowu nie potrafiłam nic wyczytać z jego twarzy. Był tak przeraźliwie niedostępny, że aż czasami się zastanawiałam, jak on funkcjonował tak bez żadnych emocji. W dodatku kilkudniowy zarost dodawał mu jeszcze większej nuty powagi. Zauważyłam też, iż zmęczenie nie schodziło z jego buzi, gdyż napinał ciągle mięśnie szczęki. Zrozumiałam, że potrzebowaliśmy chwili odpoczynku.
— Prawdopodobnie napastnik udał się na północ. Ale nie mogę też wykluczyć, że obrał inny kierunek. Tutaj jest wiele niejasności, bo ślad się szybko urywa — wyjaśnił, pokazując palcem. Liliowe włosy powiewały na wietrze. Nie mogłam nadziwić się ich kolorowi. Były na swój sposób tak jak moje — jedyne w swoim rodzaju.
Spojrzeliśmy z Sasuke na siebie nawzajem. Jego spojrzenie wydawało mi się inne niż przedtem, jakby skrywało jakąś obawę. Nie potrafiłam rozgryźć skubańca, jednakże pewne pytanie nasunęło się na myśl.
— Co jest na północ? — wydobyłam z siebie melodyjny głos, nikogo nie zaskakując wypowiedzią.
— Honoogakure — odpowiedział Sasuke, odwracając wzrok, który teraz spoczął na chłopaku.
— Dokładnie tak. Włoska Płomienia — potwierdził jego słowa Ryuu.
Przez chwilę zapanowało wszechobecne milczenie. Jedynie wiatr grał cichą melodię, przyprawiając moją skórę o dreszcze.
— Czyli musimy się tam udać — stwierdziłam, wkładając kosmyk włosów za ucho.
Uchiha prychnął.
— My nic nie musimy. Możemy.
Przewróciłam oczami. Ale on mi dzisiaj działał na nerwy! Potrzebowałam solidnej dawki sake, aby zdzierżyć jego zachowanie.
— Czy ty musisz zawsze dorzucić swoje trzy grosze? Nikt nie prosił cię o zdanie — fuknęłam zła. Irytował mnie tymi swoimi zagrywkami.
— Sakura — warknął. — Przestań zachowywać się jak mała dziewczynka.
Skrzywiłam się słysząc te słowa. Nie lubiłam, gdy ktoś mnie pouczał, a zwłaszcza Sasuke. Nie miałam zamiaru pozwalać mu na takie traktowanie.
— Sasuke — mruknęłam. — Czy ty gburowatość masz we krwi?
On tylko głośno westchnął, nie udzielając mi odpowiedzi. Chciał zbyć mnie milczeniem, lecz jeszcze burknął pod nosem:
— Jak grochem o ścianę.
Zmarszczyłam gniewnie czoło, ale nie odezwałam się już. Jedynie potrzebowałam świętego spokoju i chwili odpoczynku. Oraz bardzo długiej, odprężającej kąpieli. To było moje marzenie na dzisiejszy wieczór. Dodatkowo nie pogardziłabym butelką alkoholu, ale to tylko taki smaczek do tego wszystkiego.
— Powinniśmy odpocząć — powiedziałam cicho, spoglądając niepewnie na Sasuke.
Przez kilka sekund nie udzielił mi odpowiedzi, dogłębnie nad czymś myśląc. Zmarszczył śmiesznie czoło, przez co i jego brwi zmieniły swoją pozycję. Wyglądał minimalnie groźnie oraz poważnie. Na sam widok aż uśmiechnęłam się pod nosem. Bawiło mnie to przejęcie na twarzy Uchihy.
— Zrobimy sobie mały odpoczynek do wieczora. Później wyruszamy, aby być już na miejscu. Wyślę jeszcze sokoła z wiadomością do Naruto o naszej dalszej podróży. — Jego spokojny ton głosu spełnił moje oczekiwania. Tego potrzebowałam. Myśl o błogiej kąpieli wypełniła mnie całkowicie.
— Ja złożę raport Raikage — powiedział Ryuu, kiwając głową na pożegnanie, po czym zniknął w kłębie dymu.
— Uroczy — skwitowałam pod nosem, przywołując w umyśle orzechowe oczy chłopaka. Sasuke tylko wzruszył ramionami, nie dowierzając temu, co właśnie wyszło z moich ust.
— Ty lepiej skup się na misji, nie na facetach. — Usłyszałam zimne i szorstkie stwierdzenie towarzysza.
Nie odpowiedziałam. Nie chciałam już psuć sobie humoru, który poprawił się na wieść o odpoczynku. Uchiha nie był tego wart.
Bez słowa ruszyliśmy w kierunku centrum na poszukiwania jakiegoś lokum. Przemierzaliśmy ulice wioski, skupiając uwagę mieszkańców. Głównie Sasuke przyciągał wzrok kobiet, które wysyłały mu zalotne spojrzenia. Ale interesowali się też nim mężczyźni, zapewne jego nazwisko obiło się echem o ich uszy. Elitarny Uchiha, jedyny żyjący przedstawiciel tego klanu. Mój kompan ciekawił ludzi i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Trochę mu tego zazdrościłam, bo nigdy nie wzbudzałam w nikim takiego zainteresowania. Jego nazwisko było rozpoznawane w każdej wiosce, a on unosił się z nim tak dumnie jak paw ze swoim ogonem. Ja na szacunek musiałam sama zasłużyć — wypracowałam go tylko dzięki Tsunade, która nauczyła mnie tak wiele, za co jestem jej wdzięczna.
Zatrzymaliśmy się pod jakąś niewielką knajpką oferującą noclegi. Stare drzwi zaskrzypiały, gdy Sasuke zamknął je za nami. W środku było niebywale czysto i schludnie. Po prawej stronie rozciągała się drewniana przestrzeń, wypełniona przez kilka stolików oraz bar, za którym stał starszy, lekko posiwiały pan w dobrze skrojonej, białej koszuli. Po lewej za to znajdowała się recepcja. Za ladą siedziała młoda dziewczyna o bursztynowym kolorze włosów. Podeszliśmy bliżej, dzięki czemu mogłam się jej lepiej przyjrzeć. Miała ładną, smukłą twarz, z pieprzykiem obok wąskich ust. Niebieskie oczy z zaciekawieniem spoglądały na moje różowe kosmyki, dopiero po chwili przeniosła wzrok na Uchihę. Z plakietki wyczytałam imię kobiety, które brzmiało Kohaku. Nie zdziwiło mnie to ani trochę, bo współgrało z kolorem włosów dziewczyny. Oznaczało bursztyn.
— Chciałbym wynająć na jedną dobę dwuosobowy pokój — odezwał się Sasuke, mierząc beznamiętnym wzrokiem recepcjonistkę.
— Z jednym łóżkiem? — zapytała kobieta, kładąc podbródek na dłoni i patrząc zalotnie z uniesioną brwią do góry na mojego kompana. Zmarszczyłam w geście irytacji nos, nie podobał mi się ton jej głosu.
— Z dwoma — odparł chłodno.
— Na jakie nazwisko? — zadała pytanie, zaglądając do wielkiej księgi wpisów gości.
— Uchiha.
Kohaku wpisała coś do egzemplarza, po czym podała go Sasuke, aby zostawił tam swój podpis. Następnie wstała i zdjęła z wieszaka jeden z kluczy, wręczając go prosto do dłoni Uchihy.
— Numer dwanaście, pierwsze piętro.
— Dziękujemy — odparłam grzecznościowo, wiedząc, że pan z wielkiego rodu nie zebrałby się na ten czyn.
Wchodząc po wąskich schodach, minęliśmy parę zakochanych, trzymających się za ręce i schodzących na dół. Prawdopodobnie udali się do baru, bo w końcu była już pora obiadowa.
Poczułam jak mój żołądek został ściśnięty z głodu, a z brzucha wydobyło się burczenie. Zalałam się dorodnym rumieńcem, mając nadzieję, że Uchiha tego nie słyszał. Moje niedoczekanie.
— Ktoś tu zgłodniał — mruknął zadziornie, podnosząc kąciki ust do góry. Ja natomiast nie widziałam w tym nic zabawnego.
— Wredny gbur.
Sasuke przewrócił oczami, otwierając drzwi do lokum.
— Mogłabyś się nieco rozchmurzyć. Cały czas będziesz chodzić taka spięta?
Zbyłam jego pytanie milczeniem. Nie miałam ochoty wdrążać się z nim w dyskusję, zwłaszcza, że on zachowywał się wobec mnie podobnie.
Weszłam za nim do środka, gdzie panował lekki zaduch. Uchiha podszedł do okna, otwierając je na oścież, dzięki czemu do pomieszczenia wtargnęło świeże powietrze. Pokój nie był duży, w kształcie kwadratu, urządzony w jasnych odcieniach. Naprzeciwko wejścia i po lewej stronie znajdowały się okna, a pod nimi stały łóżka. Na środku lokował się niski stolik. Po prawej widniała wnęka w ścianie — przejście do małego aneksu kuchennego. Dalej, obok głównych drzwi, mieścił się niewielki przedsionek z dojściem do łazienki.
— Idź się wykąp, a ja pójdę zamówić coś do jedzenia — powiedział, zamykając za sobą drzwi; nie zdążyłam mu nawet odpowiedzieć.
Wyciągnęłam z plecaka czyste ubranie, a w szafce, która stała obok łóżka, znalazłam ręcznik. Poczłapałam do drobnej łazienki wyłożonej jasnozielonymi kafelkami. W środku było wysprzątane i pachniało jeszcze detergentem. Odkręciłam kurek od wanny, nalewając do niej ciepłej wody. Podeszłam do umywalki, spoglądając w lustro, które nad nią wisiało. Różowe włosy przykleiły się do mojego spoconego czoła, oblepione gdzieniegdzie pyłem. Pod oczami widniały jasnofioletowe sińce, a usta popękały z suchoty. Nie wyglądałam najlepiej, dlatego wiedziałam, iż odpoczynek dobrze mi zrobi.
Gdy już wody w wannie było wystarczająco, zanurzyłam swoje ciało, czując błogie ukojenie. Mogłam na chwile się odprężyć, wyciszając myśli. Ciecz przyjemnie ocieplała moją sylwetkę.
Nabrałam hotelowego mydła na dłoń; czarująco pachniało lawendą. Zapach piany koił zmysły. Spłukałam ją z siebie, po czym wzięłam się za mycie włosów. Gdy zostały porządnie wyszorowane, wyszłam z wanny. Wytarłam różowe kosmyki, następnie opatuliłam swoją osobę ręcznikiem. Przeprałam jeszcze brudne cichy w umywalce, rozwieszając je przy niewielkim okienku.
Wyszłam z łazienki z zamiarem zabrania czystych ubrań i z powróceniem do poprzedniego pomieszczenia. Jednak, kiedy stanęłam przy łóżku, usłyszałam za sobą zdziwiony głos Sasuke.
— Nie wiedziałem, że masz tatuaż.

~*~
Sasuke

Przyglądałem się jej mokrym włosom opadającym na nagie ramiona. Delikatne kosmyki subtelnie zakrywały czarno-różowy malunek na kobiecych plecach. Na dźwięk mojego głosu jakby drgnęła. Nic nie odpowiedziała, tylko stała w miejscu. Postanowiłem więc podejść bliżej, przystanąłem dopiero, gdy byłem od niej w odległości kilkunastu centymetrów. Drażniłem jej szyję ciepłym oddechem, a widząc dreszcze na ciele Haruno, uśmiechnąłem się pod nosem. Palcami przejechałem po wytatuowanym kwiecie wiśni pomiędzy łopatkami dziewczyny. Drgnęła pod wpływem mojego dotyku.
— Ładny — skwitowałem, nie odrywając wzroku od tatuażu i odsuwając kosmyki włosów z ramion Sakury.
— Dziękuję — wyszeptała, patrząc gdzieś za okno.
Zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę niewiele o niej wiedziałem. Po wojnie nie mieliśmy żadnego kontaktu, a te informacje, które zebraliśmy podczas poszukiwań były szczątkowe. Zacząłem się zastanawiać, ile jeszcze przede mną skrywała. Denerwowało mnie, iż nie chciała mówić o sobie i tych kilku latach spędzonych poza Liściem. Prawdopodobnie długo pozostanie to dla mnie tajemnicą, gdyż Sakurze nie zbierało się na zwierzenia. Cholerna pijaczka zaczynała ciekawić bardziej niż wcześniej. Co za ironia; ta kobieta irytowała moją osobę jak nigdy dotąd.
— Czy mogę już iść się ubrać? — zapytała nieco podirytowanym tonem. Odsunąłem się od niej, pozwalając dziewczynie przejść do łazienki.
Gdy mnie wymijała, zakręciła kokieteryjnie biodrami, na co uniosłem brwi do góry. Takie triki na mnie nie działały.
Irytująca.

~*~
Sakura

Zamknęłam za sobą drzwi, a serce waliło przez chwilę niczym oszalałe. Sasuke był stanowczo za blisko. Naruszył moją strefę prywatności i poczucia bezpieczeństwa. Chyba już zapomniałam, jak ten gbur potrafił działać na kobiety. Postanowiłam chwilę odetchnąć, a potem nic sobie z tego nie robić.
Ubrałam czarne legginsy do kolan oraz czerwoną tunikę, zapinaną niesymetrycznie pod szyją, przypominającą chińskie qipao; miała ona krótki rękaw. Do tego zapięłam kaburę w pasie na stronie pleców. Rozczesałam włosy, które już powoli zaczęły wysychać. Teraz mogłam wyjść i coś przekąsić.
Gdy znalazłam się w pokoju, ujrzałam już jedzenie na stoliku — grillowaną rybę, do tego przyprawiony ryż i talerz pełen owoców. Aż pociekła mi ślinka na sam zapach unoszący się w pomieszczeniu. Uchiha za to siedział i coś bazgrał na kartce papieru. Zapewne był to raport, który miał wysłać do Naruto. Chwilę później nagryzł kciuk oraz przywołał sokoła, który odleciał ze świstkiem przez otwarte okno. Mężczyzna posłał mi długie, przesiąkające spojrzenie. Sasuke nie popatrzył na mnie jeszcze dotychczas tak tajemniczo. Ciarki przeszły przez moje plecy, ale postanowiłam je zignorować. Przysiadłam na kolanach do stołu, biorąc pałeczki w dłonie.
— Itadakimasu! — powiedziałam, zacząwszy jeść.
Cały posiłek skonsumowaliśmy w milczeniu. Potem, kiedy Sasuke poszedł do łazienki, zabrałam się za mycie naczyń. Skończywszy tę czynność, zrobiłam prowiant na dalszą drogę. Potem położyłam się do łóżka, chcąc się chociaż na chwilę zdrzemnąć. Niestety nic nie zanosiło się na to, abym zasnęła. Leżałam tylko na posłaniu, wpatrując się w sufit.
Miałam wrażenie, że odkąd wyszłam z toalety atmosfera pomiędzy mną a Uchihą się zmieniła. Nie jakoś bardzo, bo nadal byliśmy gotowi skoczyć sobie do gardeł, ale... Tak jakby wzrosło napięcie, którego nie potrafiłam określić. Aura wydawała się nieco cięższa, przyduszała nas oboje. Westchnęłam, przeczesując dłonią suche włosy.
Usłyszałam jak Sasuke wyszedł z łazienki, przez rzuciłam okiem na kompana. Przez mój kręgosłup przeszedł dreszcz, gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały. Jego ciemne tęczówki emanowały głębią, intrygując mnie jeszcze bardziej. Mężczyzna nie miał na sobie koszulki, dzięki czemu mogłam obserwować każdy napięty mięsień na brzuchu. Ciało pokryte licznymi bliznami po walkach dodawało mu większej męskości. Z zafascynowaniem badałam każdy zakamarek odkrytej sylwetki. Podszedł do swojego łóżka, przez co przypatrywałam się teraz jego plecom. Był bardzo barczysty, nie potrafiłam oderwać od nich swojego wzroku. Sasuke chyba to wyczuł.
— Już się napatrzyłaś? Czy już mogę ubrać koszulkę?
Przewróciłam oczami. On zawsze wszystko musiał psuć swoją gburowatą osobowością. Wielki Uchiha nie mógł trzymać niewyparzonego języka za zębami. Ciekawe ile jeszcze musiałam z nim wytrzymać.
— Dajcie mi wódki, bo nie zdzierżę — mruknęłam jedynie pod nosem. Mężczyzna puścił moją uwagę mimo uszu.
— Oj Sakura.
Pomiędzy nami zapadło przyjemne milczenie. Miałam wrażenie, że atmosfera nieco wyluzowała. Sasuke poszedł spać. A ja postanowiłam pogrążyć się we własnych myślach. Nie byłam pewna, co przyniosą następne dni. Chciałam tylko świętego spokoju, ale nie zanosiło się na to, aby zawitał w moim życiu. Musiałam pomęczyć się trochę z Uchihą, by po misji odetchnąć i zacząć żyć na nowo w wiosce z dawnymi przyjaciółmi.
Sasuke obudził się po dwóch godzinach. Wstał i poszedł pakować swoje rzeczy. Postanowiłam zrobić to samo, dlatego zabrałam ubrania z łazienki oraz przygotowany prowiant dla mnie i Uchihy z aneksu. Wsadziłam to wszystko do plecaka.
— Gotowa? — zapytał spokojnym głosem, przystając obok mnie. Skinęłam głową na potwierdzenie. Wyszliśmy z pokoju. Zaczekałam na Sasuke przed gospodą — poszedł zapłacić za zakwaterowanie.
Po załatwieniu wszystkich formalności, wyruszyliśmy w dalszą podróż. Gdy mijaliśmy bramę wioski, słońce już powoli chowało się za horyzontem. Niebo zalała fala pomarańczowego koloru, mgła się nieco rozeszła, a ja patrzyłam na to temu z pewnym zachwytem. Powietrze było rześkie, mogłam oddychać głęboko i miarowo. Moje myśli pierwszy raz od jakiegoś czasu nie skupiały się na niczym konkretnym; niezwykle przyjemne doświadczenie. Uniosłam kąciki ust do góry, czując na twarzy ostatnie promienie.
— Co się śmiejesz jak głupi do sera?
I wystarczyła jedna osoba, aby to wszystko zepsuć.
— Uchiha, czy ty czerpiesz z tego przyjemność? — zapytałam, marszcząc brwi i odwracając się w stronę kompana.
— Z czego? — przez jego oblicze przeszła nutka zdziwienia.
— Z denerwowania mnie.
— Ależ nie mam pojęcia o czym mówisz, Sakura — moje imię wypowiedział kpiącym tonem.
Załamałam ręce. Podróżowaliśmy dopiero od kilkunastu minut, a ja już miałam ochotę go poćwiartować. On naprawdę nie potrafił trzymać języka za zębami. Co się stało z tym małomównym chłopczykiem? Jak nigdy dotąd chciałam, aby wrócił dawny Sasuke. Może nadal arogancki, ale przynajmniej nie odzywał się za wiele.
— Buddo, niech się to najszybciej skończy. — Westchnęłam głośno, krzywiąc się, ponieważ słońce już całkiem zaszło i powoli zapanowywała ciemność.
Uchiha pozostawił moją wypowiedź bez komentarza.
Mknęliśmy, skacząc po drzewach. Mrok ograniczał moją widoczność, ale starałam się zachować czujność oraz równowagę. Nie mogłam sobie pozwolić na karygodne błędy. Nie chciałam nas w jakikolwiek sposób spowolnić. Sasuke tylko co jakiś czas mnie kontrolował. Zapewne obawiał się, że znowu mogę spaść z gałęzi; ale na szczęście na nic takiego się nie zanosiło.
W połowie drogi zrobiliśmy mały postój. Potrzebowaliśmy chwili odpoczynku, poza tym puste żołądki domagały się jedzenia. Przycupnęłam na ziemi razem z Uchihą, wyciągnęłam z plecaka onigiri, wręczając kilka mężczyźnie. Po skończonym posiłku wyruszyliśmy w dalszą drogę, nawet nie zamieniając ze sobą słowa. Ta cisza byłam nam potrzebna.

~*~
Sasuke

Po kilkugodzinnym biegu zaczęło świtać. Byliśmy coraz bliżej naszego celu. Sakura trzymała się nieźle, więc nie musiałem tak na nią uważać. Jeszcze tylko tego by znowu brakowało.
Przyglądałem się chmurom wolno płynącym po nieboskłonie. Słońce wyszło zza widnokręgu, ogrzewając nieśmiało nasze ciała pierwszymi promieniami. Zdecydowanie zmienił się klimat — nie było tak wilgotno jak w Kumogakure; cieplejsze podmuchy wiatru dawały mi znak, że Wioska Płomienia już blisko.
Odprężyłem się, widząc zarys bram wioski. Nie jest to miejsce, które skupiało ninja, Zapewne posiadali z kilka oddziałów tylko do ochrony przed niebezpieczeństwem, ale większość mieszkańców stanowiła ludność cywilna.
Zeskoczyliśmy z drzew. Powolnym krokiem doszliśmy do wejścia Honoogakure. Stało tam dwóch strażników na porannej warcie, obaj młodzi oraz radośni, ubrani w standardowe uniformy.
Jeden z nich, chłopak o zielonych włosach, jasnych oczach i przeciągłej szramie na powiece ciągnącej się aż do policzka, zatrzymał nas przy bramie.
— Proszę podać tożsamość — powiedział miłym tonem, wyciągając mały notatnik.
— Haruno Sakura i Uchiha Sasuke — odpowiedziała kobieta, posyłając mu ciepły uśmiech.
— Dziękuję. Życzymy miłego pobytu w wiosce.
Takie rzeczy były czystą formalnością. Wiedziałem o tym dokładnie, podróżując te kilka lat po świecie. Po Czwartej Wielkiej Wojnie Shinobi wszystkie mniejsze wioski miały obowiązek sprawdzać przejezdnych.
— Przepraszam, jeszcze chciałabym o coś zapytać. Czy kręcił ktoś się tutaj ostatnio, ktoś, kogo zachowanie zwracało jakąś szczególną uwagę? — zadała pytanie Sakura, patrząc badawczo na zielonowłosego strażnika.
— Niestety nie przypominam sobie — odparł, mierzwiąc dłonią rozczochraną czuprynę.
— Dziękuję — odparła moja towarzyszka i skinęła głową na pożegnanie.
Gdy oddaliliśmy się nieco dodała:
— Nie wiem czy mówił prawdę. Warto jeszcze popytać ludzi, którzy tutaj mieszkają.
Wiedziałem, że kobieta miała rację, dlatego przytaknąłem.
Wioska okazała się mała z płasko udeptaną ziemią, szerokie ulice wypełniały niskie budowle, a wzdłuż nich ciągnęły się aleje ognistych latarni. Obok muru okalającego Hoonogakure, wspinały się skaliste góry. Powietrze było tutaj ciepłe i orzeźwiające, zupełnie odmienne od zimna w Kumo.
Mieszkańcy w większości posiadali ciemną karnacje — niczym przyrumienią od płomieni. Spoglądali na nas zaciekawieni, wyglądaliśmy tak odmiennie od nich, że przyciągaliśmy chwilową uwagę. Zwłaszcza Sakura ze swoim kolorem włosów wzbudzała u kobiet małą zazdrość, a mężczyzn intrygowała innością.
Postanowiliśmy zagościć w pobliskim barze. W środku było schludnie, podłoga została wyłożona drewnem, natomiast pomarańczowe ściany gdzieniegdzie zdobiła czerwona cegła. Na stolikach stały równo przycięte narcyzy w przeźroczystych flakonach. Jak na tę godzinę sporo ludzi tutaj urzędowało. Podeszliśmy do baru, gdzie za ladą stał młody, złotowłosy chłopak o przenikliwym, zielonym spojrzeniu.
— Co podać? — zapytał niskim, basowym głosem, który kompletnie nie pasował mi do jego młodzieńczej urody.
— Dwa kieliszki sake — powiedziałem, rzucając pieniądze na ławę.
— Sasuke, jest ranek, a ty już chcesz pić alkohol — mruknęła Sakura, nie dowierzając temu co usłyszała.
— To na rozluźnienie — wytłumaczyłem zwięźle, chcąc zakończyć jej marudzenie.
Kobieta westchnęła, przysiadając się obok na wysokim krześle.
— Może najpierw coś pozwiedzamy? — zapytała, gdy barman postawił przed nią naczynie wypełnione płynem.
— Tutaj nie ma za bardzo co zwiedzać — mruknął chłopak, łypiąc na nią zielenią swoich oczu. — Jedyną atrakcją tej wioski jest pan Taiki, który raz w miesiącu, podczas święta płomienia, opowiada legendy.
Oczy Sakury zabłyszczały z ekscytacji. Widać bardzo ją to zainteresowało.
— Kiedy jest to święto? — zadała pytanie, wlepiając zaciekawione tęczówki w blondyna.
— Dzisiaj. Wieczorem będą obchody i wspólna biesiada.
Haruno spojrzała na mnie, wyczekując jakiejkolwiek reakcji. Wiedziałem, że z moją zgodą, czy bez niej, i tak by tam poszła.
— Sasuuuke! Chodźmy!
Westchnąłem.
— Gdzie dokładnie jest to zgromadzenie? — mruknąłem, wypijając kieliszek do dnia.
— W samym centrum wioski znajduje się plac, gdzie na środku stoi wielkie ognisko.
Kobieta klasnęła w dłonie z podekscytowania, a ja na jej reakcję wywróciłem oczami. Była jak małe dziecko. Dosłownie. Miałem tylko nadzieję, że nie czekała mnie rola niańki.
Sakura zadowolona powierciła się trochę, posyłając uśmiech barmanowi. Ten, onieśmielony jej zalotnością, zarumienił się na policzkach.
— Gdzie tutaj znajdę jakiś dobry nocleg? — zapytała, zawijając różowe pasemko na palcu. Barman przybrał jeszcze bardziej dorodny odcień czerwieni.
— Na końcu tej przecznicy jest noclegownia. Myślę, że tam są dogodne warunki — powiedział nieco zmieszany.
A ja tylko z uśmiechem przypatrywałem się tej szopce. Haruno bywała niemożliwa oraz niekiedy przechodziła samą siebie. I nawet nie wiedziałem, że tak dobrze wychodziło jej uwodzenie mężczyzn. Urok osobisty kobiety mógł się przydać w dalszej części misji.
Wstałem od lady, dając sygnał, że wychodzimy z tej knajpy. Dziewczyna pożegnała się z blondynem:
— Do zobaczenia! — krzyknęła, machając mu dłonią, gdy przekroczyliśmy próg.
Poszliśmy we wskazanym kierunku przez chłopaka. Ta uliczka należała do jednych z bocznych alejek, dlatego wydawała się węższa niż główna droga. Na końcu stał niewielki, drewniany dom z neonowym napisem: wolne miejsca.
Weszliśmy przez duże, dębowe drzwi, które wyróżniały się na tle małego, jednopiętrowego budynku. Od razu doszedł do nas zapach orientalnych przypraw. W środku było bardzo kolorowo, ściany zdobiły abstrakcyjne malunki i ciekawie wyszywane dywany. Cały parter zajmowała jadalnia z barem oraz mała, upchana po lewej stronie recepcja, za którą siedziała sympatycznie wyglądająca staruszka. Gdy podeszliśmy do lady, uśmiechnęła się promiennie, a zmarszczki wokół oczu dodały jej uroku.
Załatwiliśmy wszystkie formalności związane z noclegiem. Jednak istniał mały szczegół — moja towarzyszka wyrażała z żalem swoje niezadowolenie.
— Nie ma takiej opcji, Sasuke! — fuknęła, kiedy przemierzaliśmy schody na pierwsze piętro. — Znajdziemy inną noclegownię. Na pewno znajdzie się coś jeszcze wartego uwagi.
— Sakura — warknąłem podirytowany, po czym kontynuowałem — to tylko jedna noc.
— O jedną za dużo! — prychnęła zła.
— Trudno. Najwyżej będziesz spać na podłodze — burknąłem, przekręcając kluczyk. Otworzyłem drzwi na oścież, a moim oczom ukazała się dość spora, biała sypialnia z wielkim, dwuosobowym łóżkiem pokrytym śnieżną pościelą.
— Twoje niedoczekanie, Uchiha! Nie będę z tobą spać w jednym łóżku.
Wszedłem w głąb pomieszczenia. Standardowo znajdowała się tutaj jeszcze mała kuchnia i łazienka.
— Sakura, to tylko jedna noc. Nawet cię nie dotknę.
Popatrzyła na mnie spod byka.
— Obiecujesz?
— Obiecuję.
Westchnęła przeciągle. Prawdopodobnie zrezygnowała z wdawania się w dalszy konflikt. Zostawiliśmy nasze plecaki w dużej szafie, po czym zgodnie postanowiliśmy przejść się po okolicznych barach w celu zaciągnięcia jakichkolwiek informacji.

Przemierzając główną ulicę wioski, przyglądałem się Sakurze. Była w swoim żywiole. Wszelakie stragany z niedostępnymi w Liściu przyprawami, kolorowa biżuteria, barwne stroje. Chciała się wszystkiemu przyjrzeć i zaspokoić zwykłą, ludzką ciekawość. Trochę się tego obawiałem, że będę musiał ją niańczyć. Niestety moje przeczucia się potwierdziły. Pilnowałem dziewczynę na każdym kroku, aby nie zrobiła niczego nieodpowiedniego.
Westchnąłem, gdy różowowłosa zagadywała kolejnego sprzedawcę. Z każdą chwilą robiła się coraz bardziej irytująca.
— Sakura — powiedziałem poddenerwowanym tonem. — Ogarnij się.
— Oj Sasuke, wyluzuj! — mruknęła, zajadając kolorowe dango. — Chcesz? — zapytała, wymachując mi przed nosem patyczkiem z trzema nabitymi ryżowymi kuleczkami.
— Nie dzięki. Jesteśmy na misji, nie na wakacjach — odburknąłem, marszcząc czoło.
Na jej twarzy wystąpił grymas.
— Serio przydałoby ci się trochę wyluzować. Jesteś strasznym gburem, wiesz? — Zielone oczy przyglądały mi się uważnie; odwróciłem wzrok, nie chcąc w nie patrzeć.
Nie odpowiedziałem. Nie miałem już siły wdawać się w te bezsensowne dyskusje. Natomiast moją uwagę przyciągnęło coś innego.
Nad głową Haruno zawisła mała, ubrana w zieloną kamizelkę, małpka. Uciszyła mnie gestem niewielkiej łapki, przykładając palec wskazujący do pyszczka. Moje brwi powędrowały do góry, naprawdę zdziwił mnie ten widok. Szybkim ruchem ukradła dziewczynie kolorowe kulki z wykałaczki. Jednak w ostatniej chwili Sakura stanęła twarzą w twarz ze złodziejem. Zwierzak szybko się spłoszył, uciekając gdzieś za stragan, a kobieta stała dalej na swoim miejscu z szeroko rozwartymi oczami i ustami. Nie potrafiłem się nie zaśmiać z tej przekomicznej scenerii.
— Ja nie skorzystałem, to ona skorzystała.
Haruno spiorunowała mnie wzrokiem.
— Milcz, Uchiha.
Mój śmiech wypełnił ciszę między nami. Na czole dziewczyny niebezpiecznie drgała żyłka.
— Grabisz sobie.
Nie odezwałem się; ta sytuacja nie wymagała żadnego komentarza. Dostało się naszej wrednej pijaczce za swoje. I dobrze.
— Zajmijmy się w końcu misją, Sakura.
Dziewczyna westchnęła, trochę się uspokajając.
— To gdzie idziemy?
W odpowiedzi wskazałem na gospodę, która znajdowała się naprzeciwko. Wzrok zielonookiej powędrował za moim palcem. Oboje ruszyliśmy w wyznaczonym kierunku.
Karczma była ogromna, prawdopodobnie największa w całej wiosce. W środku pachniało grillowaną rybą i alkoholem. Wszystko tutaj wykonane zostało z jasnego drewna, stoliki pokrywała kraciasta cerata, a ludzie, którzy tutaj przebywali wydawali się typową klasą robotniczą.
Sakura usiadła przy jednym ze stołów, a ja poszedłem do baru, aby złożyć zamówienie. Za ladą stała na oko kobieta po czterdziestce. Miała długie, zielone włosy i jasne oczy. Wyglądała mi na matkę wartownika. Tylko, że ona nie posiadała szramy na powiece.
Uśmiechnąłem się zawadiacko, skupiając na niej całą swoją uwagę.
— Czego tutaj szukasz, kochaniutki? — zapytała, wycierając białą ścierką szklankę, po czym odłożyła ją na blacie obok szeregu innych.
— Przyszedłem się napić. Poproszę dwa kieliszki i sake — powiedziałem pewnym siebie głosem.
Barmanka sięgnęła po trunek, następnie zabrała z szafki naczynia, podając mi je.
— A ta różowa? — Łypnęła głową na Sakurę.
— To tylko znajoma — odparłem, patrząc na nią beznamiętnie. Rozchyliłem kokieteryjnie usta. Lubiłem bawić się w kotka i myszkę, było to bardzo zabawne. Zwłaszcza, że kobiety zawsze ulegały mojemu urokowi. Śmieszyła mnie ich naiwność.
Odszedłem od baru, nawet się za sobą nie odwracając. Podszedłem do Haruno, stawiając butelkę i kieliszki na stole. Spojrzała na mnie niezrozumiale.
— Musimy trochę wyluzować, prawda? — mruknąłem, siadając na twardym krześle.
Dziewczyna pokiwała głową w dezaprobacie. A myślałem, iż ten pomysł jej się spodoba. W końcu jak na alkoholiczkę przystało.
— Ze mną się nie napijesz?
— Uchiha! — warknęła zła. Wiedziałem, że już mi nie odmówi. — A niech cię szlag!
— Cała przyjemność po mojej stronie — stwierdziłem, nalewając trunku do czarek. — Za misję — wzniosłem toast, po czym zbiliśmy ze sobą kieliszki.
— Za misję — powtórzyła Sakura.
Wypiliśmy do dna, później wznowiliśmy kolejkę, aż do opróżnienia butelki. Trzymaliśmy się naprawdę całkiem nieźle. Postanowiliśmy teraz zamówić coś na obiad. Podszedłem do barmanki.
— Co dzisiaj serwujecie jako danie główne?
Uraczyła mnie zaciekawionym spojrzeniem jasnych oczu.
— Dzisiaj mamy tylko ramen — odparła, a moja twarz się nieznacznie skrzywiła.
— Skoro nie mam wyjścia... Poproszę dwie porcje — mruknąłem niezadowolony. Nie byłem zwolennikiem tej potrawy w porównaniu do Uzumakiego.
Po kilkunastu minutach stały przede mną dwie parujące miski pełne zupy. Zapłaciłem za wszystko, następnie powędrowałem znowu na swoje miejsce.
— Ramen, ugh? — Sakura zmarszczyła brwi, łapiąc za pałeczki.
W ciszy konsumowaliśmy ciepłe danie, jednak Haruno zabrało się na żale.
— Tęsknie za nim — wydukała, tępo wpatrując się w naczynie przed sobą.
— Za kim? — zapytałem, doskonale znając odpowiedź.
— Za Naruto. Nie miałam czasu się nim nacieszyć.
Zapadło między nami milczenie. Bałem się przez chwilę cokolwiek wypowiedzieć. Sakura jakby zmętniała, nieco przygasła na wspomnienie o przyjacielu. Nie miałem pojęcia, jakie relacje były między nimi, po tym jak odszedłem z wioski, aby wieść życie wędrowcy. Wszystko się zmieniło.
Zostawiając Haruno przy stoliku, postanowiłem zrobić małe rozeznanie. Wróciłem kokietować barmankę, która chyba już wyczuła intencje, ponieważ, gdy tylko zjawiłem się obok baru, pokręciła z zażenowania głową.
— Co tym razem, kochaniutki? — zapytała, przybliżając się do mnie, tak, że jej piersi oparły się o blat. Musiałem przyznać, że było na co popatrzeć. Mój wzrok zawiesił się na nich przez kilka dobrych sekund.
— Mam parę pytań — zacząłem w końcu, przenosząc spojrzenie na oczy kobiety. Stała tak niebywale blisko, że czułem ciepło oddechu zielonowłosej. Popatrzyła na mnie zaciekawiona.
— No słucham.
— Czy kręcił się tutaj ostatnio ktoś podejrzany?
Barmanka zamyśliła się na chwilę.
— Oprócz ciebie i tej różowej to nie. Wynajmowało tutaj nocleg kilka przejezdnych w ciągu ostatnich dni, ale nic podejrzanego nie zauważyłam. Było tak jak zawsze. Często kupcy, czy ninja, zatrzymują się w naszym mieście, aby odpocząć.
— Nikt szczególny?
— Nikt — odparła, odrzucając włosy do tyłu i ukazując jeszcze większy dekolt.
Całkowicie zignorowałem jej zaloty. Spojrzałem za ramię na Sakurę, która z zaciekawieniem i kpiącym uśmiechem, przyglądała się całemu temu cyrkowi. Wiedziałem, że dałem niezły popis. Zapewne Haruno będzie wyśmiewała się ze mnie przez cały dzień.
— Szkoda — odrzekłem. — Do zobaczenia — mruknąłem, po czym nie czekając nawet na reakcję rozmówczyni, odszedłem od baru. Sakura czekała przy głównych drzwiach.
— I jak, kobieciarzu? — zapytała, odbijając się od framugi.
— Nijak. Nikt nic nie wie. Nikt podejrzany się tutaj nie kręcił.
Dziewczyna zmarszczyła czoło i westchnęła.
— Mamy tak mało informacji... Za mało, żeby cokolwiek zrobić.
— Po prostu musimy szukać dalej.
Skinęła głową, w pełni się ze mną zgadzając. Wyszliśmy na zewnątrz, topiąc się w gwarze głównej ulicy. Kolorowe stragany porwały nas ponownie, musieliśmy wypełnić jakoś czas do zmierzchu. W końcu zapowiadał się wieczór pełen wrażeń.

~*~
Sakura

Gdy słońce już zaszło, wszyscy mieszkańcy powychodzili z domów. Jak na tę porę dnia, przechodzącą w noc, było naprawdę ciepło. Buzie dzieci promieniały od serdecznych uśmiechów, a dorośli cieszyli się ze wspólnie spędzonych chwil. To sprawiało, że przyjemny gorąc rozlał się po moim sercu. Ta życzliwość i rodzinność aż z nich kipiała. Przez chwilę, od dawien dawna, poczułam się... Ważna.
Mimo wszystko zauważyłam, że ludzie tutaj mieszkający nie byli bogaci. Było to widać po ich skromnych, czasami lekko obdartych ubraniach. Ale w ich spojrzeniach jest coś, czego nie potrafiłam określić. Swego rodzaju dojrzałość, ale i ciepło. Przez to sprawiali wrażenie bardzo pogodnych.
Ruszyliśmy za tłumem w stronę wielkiego placu. Na samym środku widniało wielkie, nierozpalone jeszcze ognisko, obłożone kamieniami. Wokół roztaczały się belki drewna tworzące okrąg; można było na nich usiąść. Z zewnątrz okalały wszystko rozpalone pochodnie.
Razem z Sasuke przysiedliśmy na krótkim palu. W tym blasku nawet Uchiha wydawał się inny — jego wizerunek nieco ocieplał. Ciemne oczy zalała fala iskierek, mających swoje źródło w płomykach, a włosy pozostały w nieładzie, opadając mu na czoło. Ogolił się, co było istotnym szczegółem, gdyż wyglądał teraz dużo schludniej. Nie mogłam oderwać od niego wzroku i gdy zostałam na tym przyłapana, od razu odwróciłam głowę w przeciwnym kierunku.
Nagle, gdy wszystkie miejsca zostały zajęte przez mieszkańców, ognisko buchnęło ciepłym żarem i zapłonęło. Przez chwilę przyglądałam się tańczącym ognikom jak zahipnotyzowana. Oczarowana kolorystyką płomieni, siedziałam, wpatrując się przed siebie. Dopiero Sasuke, który szturchnął mnie ramieniem, spowodował, iż wypadłam z transu.
Przed nami, w centrum, pojawił się około sześćdziesięcioletni mężczyzna ubrany w długą, czarną szatę. W dłoni dzierżył starą, drewnianą laskę. Jego włosy przyprószyła siwizna, a twarzy nie oszczędził ząb czasu — głębokie zmarszczki okalały czekoladowe, dumne oczy. Jak większość ludzi z tej okolicy miał ciemną karnację.
— To pewnie pan Taiki — mruknęłam do Sasuke, przez chwilę wiercąc się na swoim miejscu. Zrobiłam się naprawdę ciekawa i podekscytowana.
Zapanowało milczenie. Wszyscy dzielnie wyczekiwali, aż mężczyzna wydobędzie z siebie jakikolwiek dźwięk.
— Jak wiecie — zaczął spokojnym, miarowym męskim barytonem — dzisiaj jest szczególny dzień dla naszej wioski. Obchodzimy święto płomienia — zamilkł na minutę. — Wierzymy w jedno bóstwo: ogień. Daję nam on siłę witalną. Przynosi szczęście. Otacza ciepłem. Inni wierzą w swoje bożki, natomiast my posiadamy tylko płomień. I powinniśmy dbać o każdy taki płomień w naszym otoczeniu.
Siedziałam oszołomiona, słuchając jego słów. Całą atmosferę tego wydarzenia okalała jakaś magia, której nie potrafiłam zdefiniować.
— Opowiem wam dzisiaj legendę. O zakazanej miłości. O miłości, która miała swoją cenę. O miłości, której nie tknęła nawet sama śmierć — mówił, przyciągając uwagę słuchaczy. Dodatkowo gestykulował dłońmi.
Wzięłam głęboki wdech. No pięknie! Romansidła!
— Dawno temu żyła sobie kobieta, która była po uszy zakochana w przystojnym mężczyźnie. On odwzajemniał jej zaloty. Niestety jej rodzice zdecydowali się wydać ją za mąż. Została przekazana członkowi jednego z najbardziej szanowanych wtedy rodów — urwał na chwilę, wywołując napięcie wśród odbiorców. — Nocami, gdy jej męża nie było w domu, wymykała się do swojego ukochanego. Tak powstał owoc ich miłości, mała istota. Kobieta, nie chcąc zostać ukaraną za zdradę, pozbyła się dziecka, zabijając je jeszcze w zarodku. Nie wiedziała jednak, że nad szanowanym ludem wisi klątwa, o której działaniu mało kto wiedział. Istniały tylko legendy o dzieciobójczyniach, ukaranych za morderstwo. Mówiły o tym, że zabójczynie zostawały skazane na wieczną młodość lub starość. Ale nikt wcale żadnej nie napotkał. Kobieta jednak za swój czyn, tak jak mówiła klątwa, musiała przez wieki patrzeć na cierpienie innych i okrucieństwo świata. Przeżyła osoby dla niej ważne. Widziała śmierć swojego ukochanego. Była wiecznie młoda i piękna, lecz w środku nie zaznała nigdy spokoju. A jej nienarodzone dziecko odrodziło się w nowym wcieleniu, ale nikt nie miał pojęcia jak wyglądało, prócz samej jego matki.
Po moich plecach przeszedł dreszcz. Nie jest to opowiastka o szczęśliwej miłości; raczej pełna bólu, wyrzeczeń i żalu. Przez chwilę starzec coś jeszcze mówił, ale pogrążyłam się we własnych myślach, nie odbierałam żadnych bodźców z zewnątrz. Dopiero, gdy przede mną mignęła zielona kamizelka, wyszłam z zadumy. Spojrzeliśmy z Sasuke po sobie, widząc jak kapucynka oliwkowa mknęła pomiędzy siedzeniami, aby na samym końcu przysiąść na ramieniu niewielkiego właściciela. Wtedy nasz wzrok spotkał się z wielkimi, lśniącymi, brązowymi oczami chłopca. I było w nich coś urzekającego. Coś, co oboje nas zauroczyło. 
SZCZEROŚĆ.  

Od Autorki: W końcu coś powoli zaczyna się dziać! Skoro jestem aktualnie chora i siedzę w domu, postanowiłam wziąć się za rozdział i tak oto powstało to coś. Nie wiem czy jestem z niego zadowolona. Ale na pewno nie wyszedł gorzej niż oczekiwałam. 
Przyznam szczerze, że poszukuję bety, która zdecydowałaby się poprawiać to opowiadanie. Niestety nie zawsze jestem w stanie wyłapać wszystkich błędów u siebie. Dlatego wszystkich zainteresowanych zapraszam na e-maila: ceep.calm.and.love.naruto@gmail.com 
Nie bójcie się, ja nie gryzę! Chciałabym tylko, aby zgłaszały się osoby, które znają się chociaż trochę na rzeczy. 
Dodatkowo zmieniłam szablon, z którego jestem w pełni zadowolona! Tamten jakoś nie pasował mi do tego bloga.
I jak wrażenia po tym rozdziale? Jakieś przeczucia? 
Do zobaczenia, kochani! ♥